Wierszokleta (I)


Wprawdzie Światowy Dzień Poezji dopiero 21 marca, ale ja już teraz wychodzę z zapytaniem: Cóż się dzieje dziś z poezją? Wszakże swojego czasu wiersze były ze wszech miar popularne. Młode dziewczęta, tudzież panny na wydaniu z dumą deklinowały twory słynnych poetów. Latami uczyły się na pensjach pożądanej wymowy, gestykulacji i wyrażania emocji mimiką (zaraz obok nauki francuskiego, haftowania, gry na fortepianie i co tam jeszcze porządna dziewuszka umieć powinna, aby z pełnym sukcesem upolować godnego swej ręki męża).

Poeci byli na dzisiejsze czasy tłumacząc, celebrytami. Gdyby w tych zamierzchłych erach myślenia istniało coś takiego, jak telewizja, zapewne zamiast „Polo TV”, mięlibyśmy „Wieszcz TV”, albo „Poeta TV”, albo „Rymuje Polska”, zamiast „Bravo” młodzież czytałaby tygodnik podróżniczy „Stepy Akermańskie”. Pięknie by było.

Adam_Mickiewicz_według_dagerotypu_paryskiego_z_1842_roku

Ze względu na krwawy przebieg walki uprasza się niepełnoletnich o wyłączenie odbiorników na czas transmisji. (I)

Dziś i sztuka deklinacji i zainteresowanie poezją leży plackiem, niczym nasza reprezentacja narodowa piłki nożnej – wniosek to tragiczny i wstrząsający, jednakże ze wszech miar prawdziwy. W Świecie, gdzie prym wiodą pośladki Hanny Bananny, Teksańskie masakry i inne Piły, lekturę szkolną już dawno zastąpiło streszczenie – nawet wiersze swoje skrótowce mają! – nie ma myślenia. Tutaj załącza się tryb przyczynowo skutkowy: nie ma myślenia, nie ma interpretacji, przez to nie ma rozumienia… Tym sposobem poezja właśnie bierze trochę piachu, wody, cementu, wiadro, mieszadełko. Przygotowuje miksturę, do wiadra wsadza nogi razem z głową (poezja to akrobatka), staje na moście i rzuca się do Wisły. Niestety nikt nie chce jej wyłowić, sama nie wypływa. Technika niemal średniowieczna, a jednak skuteczna.

Powtórka ze szkoły średniej, czyli po najcieńszej linii oporu

Po najcieńszej, bo każdy z nas to zna – jak nie zna to zaraz wszystkiego się dowie.

W liceum jeszcze luz, ale już w technikach, a najbardziej zawodówkach nauka języka polskiego stacza się do etapu zerówki, tudzież przedszkola, kiedy to poznawanie literek jest wyzwaniem na skalę światową (chyba, że ktoś się uczy na własną rękę, ale to znowu czysty ewenement – jeżeli tacy ludzie istnieją, zostawcie proszę komentarz, uratujcie moją gasnącą wiarę w polski system edukacji i waszej własnej ambicji). Nie piszę tego, aby komuś ubliżyć, tak jest i już. Widziałam na własne oczy te małe cyrki – w końcu przywilej starszej siostry pozwala mi chodzić na te i owe wywiadówki – ale dzisiaj nie o tym.

Wracając do tematu. Język polski jest przedmiotem poniewieranym zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. A jak język, to wiadomo, że i poezja – dedukcja godna doktoratu. Jednakże – odzywa się tląca nadzieja – ufam, że wszyscy kojarzą nazwisko Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Baczyński, Miłosz, Szymborska czy Pawlikowska (nie Radio Zet) – Jasnorzewska. Jak nie, to nawet się nie przyznajcie, bo łeb urwany i szyja też. Nie wiecie co robili? To już inna para kaloszy, którą zaraz założycie na stęsknione za kałużami poezji umysły.

Adam M. – zwany również wieszczem narodu, talentem niedoścignionym, ze Słowackim skłóconym (oj bardzo on Juliusza, podlotka zaledwie, zranił. Nieczuły, a mówią, że romantyk). W bogatym świecie literatury zabłysnął gwiazdą najjaśniejszą, dzięki „Panu Tadeuszowi”, który wcale nie nazywa się „Litwo, Ojczyzno moja…” (wtrącenie z serii „obalamy mity gimbusiarskie”. Ludzie wykształceni nie obrażajcie się, niektórzy naprawdę tak myślą). Wśród uczniów znany również dzięki „Stepom Akermańskim”, „Dziadom”, czy „Świtezi”. Swoim talentem ujął również współczesnych nam muzyków, dlatego gdy nucicie „Kiedy Cię widzę, nie wzdycham nie płaczę…” pamiętajcie, że mimowolnie z mickiewiczowską poezją obcujecie. Jeszcze jeden kawałek może być wam znany, ale o nim będzie ociupinkę niżej. Ja osobiście mam przez niego uraz, gdy słyszę, że ktoś skończył 44 lata – „A imię jego czterdzieści i cztery„, sławetne zdanie z „Konrada Wallenroda”, w którym to uczniowie przygotowujący się do matury odnajdą (wystarczy mapa, kilof, statek i kompas) najważniejsze założenia epoki romantyzmu. Przepraszam, skleroza nie boli – przecież w dzisiejszych czasach, nasze kochane władze pognały pan Wallenroda poza listę lektur… taka jego dola romantyka. Oj młodzieży, smutne te wasze czasy…

Juliusz S. – Kolejny wieszcz romantyczny, swojego czasu potajemnie się w nim podkochiwałam – niestety dzieli nas zbyt duża odległość – on pod ziemią, ja na dziewiątym piętrze… ten związek niestety nie mógł przetrwać. Na szczęście jego twórczość, wciąż rozpala moje serce. Młodzież czytająca „Kamienie na szaniec” z pewnością dojrzy wpływ tego poety na jednego z bohaterów (chyba, że to też wam wycofali). Znany dzięki „Beniowskiemu”, „Kordianowi”, przewrotnej „Balladynie”, dla mnie wielbiony za „Testament mój” – mówcie co chcecie, wiersz ten kocham jak własne dziecię, choć tak owego jeszcze nie mam.

C. K. Norwid – Uwaga! Teraz wszyscy udają, że nie wiedzą, iż ten poeta również swoje w romantyzmie uczynił. Niestety, ponieważ przedstawiciele jego epoki nie nadążali za tak światłym umysłem, umarł biedny, opuszczony i zapomniany. Na szczęście nasze i nieszczęście uczniów, którzy interpretację mają głęboko pod pierzynką, został odkryty na nowo.

Każdy z nich miał swój herb, wspaniały bujny włos oraz zaliczył na na dłuższą pobyt w Paryżu (Norwid nawet zawitał do USA)  tworząc przejmującą literaturę na temat tęsknoty za krajem, pełną nawoływań do walki i buntu przeciw oprawcy. Jednakże nie zawsze zgodnie. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że Juliusz Słowacki pisząc „Kordiana” stworzył diss na Mickiewicza (jako odpowiedź na „Konrada Wallenroda”), ale to już temat na inną pogawędkę.

Jak nie znacie Baczyńskiego, Szymborskiej, Miłosza i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, to się zwyczajnie wstydźcie i w te pędy nadrabiać!

Po tym małym przypomnieniu przychodzi czas na małe co nieco o sztuce interpretacji, o tym co dziś w trawie piszczy (a piszczy siłą tysiąca mysz, tylko trza wiedzieć gdzie) i co ma z tym wspólnego pewien raper,a nawet paru raperów…

Materiały:

Zdjęcia:

(I) – Zdjęcie przed obróbką zostało pobrane ze strony: KLIK

Reklamy

2 thoughts on “Wierszokleta (I)

  1. Wieszcz TV? Brzmi zabawnie, może i tak by to wyglądało. 😉 Coś w tym jest, że poezja nie cieszy się teraz zbyt dużą popularnością. Nawet gdybym chciała sięgnąć po jakiś nowy tomik, miałabym problem ze znalezieniem dobrej/dobrego recenzji/ tekstu krytycznoliterackiego na jego temat. Poezji się nie reklamuje (poza Szymborską może). Nawet na blogach książkowych dominuje proza.

    • Wydaje mi się, że to dlatego, iż poezja z gruntu uchodzi za trudną do odszyfrowania – po co zadawać sobie trud, kiedy i tak życie nie jest łatwe?
      Sęk w tym, że żeby dobrze podejść do poezji, wystarczy się wyciszyć.Interpretacja to już indywidualna broszka każdego z nas – co do recenzji tomików, zbiorków: Mam na dzieję, że już wkrótce znajdziesz u mnie coś wartościowego 🙂
      Jakby się ktoś zmotywował taki Wieszcz TV miałby prawo bytu, a może nawet oglądalności 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s