(5) „Miłośnica” Maria Nurowska


Tytuł oryginału: Miłośnica Data wydania: 2001 Wydawnictwo: W. A. B. ISBN: 978-83-7414-433-9 Liczba stron: 332

Podczas czytania tejże recenzji proponuję wam włączyć sobie ścieżkę dźwiękową pochodzącą ze „Skyfall” (link na końcu). Nie przez przypadek oczywiście. Proszę was o to, gdyż przy okazji tego wpisu porozmawiamy sobie o pierwowzorze jednej z dziewczyn Bonda (występującej w tej części ekranizacji), urokliwej i pełnej życia, zacnej rodaczce narodu polskiego Krystynie Skarbek. Muzyka niekonieczna, choć z nią zawsze raźniej i klimatycznej robi się na duszy.

doi-diep-vien-ba-dao-cua-mot-hoa-hau-ba-lan_1

Krystyna Skarbek, pseudonim pod którym najczęściej występowała: Christine Granville (I)

Pomimo tego, że jest najpopularniejszą tajną agentką polskiego pochodzenia, jej postać do tej pory okryta jest mgiełką tajemnicy. Po świecie krążą wręcz mityczne opowiastki o odwadze, rzetelności i niezwykłym magnetyzmie Krystyny, Christine czy Pauline, jak nazywali ją Francuzi. Nawet w sprawie jej zabójstwa pojawiają się spekulacje, domysły i nutka niedowierzania…

Kim była naprawdę? Co popchnęło ją w ramiona tak wielu mężczyzn? Czym kierowała się przy ich wyborze? Co wpłynęło na jej decyzję o pracy w wywiadzie?

Mamy rok 1982. Komuna szerzy swe panowanie, niszcząc na każdym kroku próbę jakiegokolwiek samodzielnego myślenia. Z tego tez powodu Ewa K. traci pracę poczytnej dziennikarki – cenzura dopadła jej twórczość, kobieta donosić na innych nie chciała, więc wyleciała na bruk z masą pomysłów, wolnego czasu i rachunków. W dodatku po rozwodzie i bez nadziei na jakikolwiek uśmiech od losu. Jednym zdaniem – typowa bohaterka powieści pani Marii Nurowskiej: do cna zdeptana przez los, niby miękka, jak gąbka, a jednak potrafiąca wykiwać nieprzychylny los i dać mu przytyczka w nos (aż mi się zryw poetyczny z wrażenia załączył). Żeby w bezruch i rutynę dnia nadmiernie nie popadać dostaje wielką szansę od życia, projekt, który może zmienić wszystko – i zmienia.

Mianowicie nasza główna bohaterka, a zarazem narratorka otrzymuje zlecenie. Ma odnaleźć, jak największą liczbę materiałów na temat charyzmatycznej Krystyny Skarbek, tajnej agentki SOE, wielkiej polki, po wojnie zapomnianej przez świat. Od tego momentu zaczyna się niezwykła wyprawa po odmętach historii, która pochłonie nie tylko dziennikarkę, ale i czytelnika zafascynowanego i niemal opętanego przez energiczną działaczkę ruchu oporu.

„Miłośnica” to jakby dziennik w dzienniku. Pierwszym z nich są oczywiście opisy doświadczeń Ewy, drugim odnalezione zapiski Krystyny Skarbek, z którymi to związana jest ciekawa anegdotka. Jeden ze znanych pani Nurowskiej historyków po przeczytaniu powieści poprosił autorkę o udostępnienie rękopisów słynnej agentki, z tym, że… są one najnormalniejszą w świecie fikcją stworzoną na potrzeby opisywanej dziś książki.

Nic dziwnego, że badacz się pomylił skoro pisarka tak świetnie oddaje charakter Krystyny Skarbek oraz osób jej znanych, głównie byłych kochanków i kobiety, która stała się cichą rywalką wielbionej przez mężczyzn działaczki.

07_086d

(II)

Podążając przez tę fabularyzowaną biografię czytelnik zastanawia się, które z wydarzeń jest naprawdę prawdziwe, a które zbudowała wyobraźnia autorki, tak płynnie się ze sobą przeplatają. Co do jednego możecie być pewni – osoby związane z bohaterką (głównie kochankowie), z którymi spotkała się Ewa, są zapisane w prawdziwych teczkach podziemia wojennego. W książce przewija się nawet nazwisko słynnej południowoafrykańskiej biografki Krystyny Skarbek, pani Masson, której twórczość jest potraktowana z przymrużeniem oka i dużym dystansem.

Podczas zgłębiania plastycznych opisów niezwykłych krain, niebezpiecznych akcji dywersyjnych, cudem pomyślnie zakończonych działań, powoli przed nami wyłania się postać kobiety znękanej emocjonalnie, pozostawionej na pastwę świata, w którym po wojnie nie było już dla niej miejsca – bo czy osoba kochająca ryzyko, wręcz od niego uzależniona, w spokoju odda się pracy kelnerki?

Pani Nurowska podjęła się naprawdę trudnego zadania – jak ukazać w pełnym świetle, jednocześnie niczego za bardzo nie koloryzując i nie ujmując osobę, która zapisała się na kartach historii wielu państw (o dziwo, a może i nie, najmniej Polski, która to Krystynę odrzuciła paszał wont do brytyjskiego konta). Do tego, jak zrobić to tak, aby nie wyszła na kobietę nadmiernie rozwiązłą (jest na granicy – dwóch mężów, stu kochanków), okrutną dla kochających ją osób (zdarzało się) i bawiącą się ludzkim, męskim, biednym serduchem, jak ulubioną zabawką, która z wiekiem się nudzi (legendy mówią, że nawet Ian Fleming został trafiony strzałą Amora na widok tajnej agentki). Wydaje mi się, że nad tym najtrudniej było autorce zapanować. W końcu nie buduje postaci zupełnie nowej, lecz bazuje na prawdziwej kobiecie z krwi i kości – choć momentami, gdy o niej czytam (przecież musiałam się Skarbkowym bakcylem zarazić, jakże by inaczej) wydaje mi się zjawą, motylem, panterą… szybkim zwierzęciem, które trudno okiełznać, troszkę się go boimy, a jednak i tak coś nas do niego przyciąga. Taką Krystynę ukazała nam Nurowska i bardzo jestem jej za to wdzięczna.

4fd84297bb003_k2

(III)

Postawę kokietki, która była uznawana za atrakcyjną kobietę z magnetyzmem w oku i „tym czymś”, nie zaś skandalicznie skończoną piękność, łagodzi ukazanie jej energicznej natury i miłości do zwierząt, równoważącą się z zamiłowaniem do ryzyka. Taki charakter i już. Dzięki niemu stała się ulubioną agentką Churchila, więc nie ma co psioczyć.

Autorka stworzyła postać, właściwie przywróciła życie zapomnianej bohaterce, która rozpala zmysły do czerwoności, pobudza wyobraźnię do granic możliwości i co tu dużo mówić, wzbudza sporą dozę zazdrości, gdy myślę o moim szaraczkowym życiu osoby, która do tej pory boi się przechodzić przez mosty – Skarbek je wysadzała w biegu.

Póki nie wczujemy się w całą historię, mogą z lekka razić błędy powtórzeniowe (mój uraz z podstawówki, choć sama konsekwentnie je popełniam) oraz brak oddzielenia zapisków Krystyny od głównej narracji – co się często w powieściach Nurowskiej zdarza i zaczyna mnie irytować w stopniu umiarkowanym (póki co). Jednakże te małe niedoskonałości w pełni rekompensuje nam budowanie napięcia (naprawdę dużego i bardzo kopiącego), pełne zwrotów akcji zdarzenia (aż dziw bierze, że po części napisała je historia), opis uczucia które łączy na wieki (tak Krystyna romansująca na każdym kroku, kochała kogoś miłością niezapomnianą, do końca życia trwającą) oraz więź emocjonalna, jaką pisarka łączy nas ze swoją wybitną bohaterką (jest to powróż okrutnie mocny, bynajmniej w moim przypadku).

Nie mam wyjścia, po prostu muszę ją polecić. Czytajcie, może tak jak ja zaczniecie skrycie marzyć o byciu tajną agentką… tyle, że w kapciach i przed komputerem, ewentualnie na podwórku. Naprawdę można jej troszkę pozazdrościć, ociupinkę. Znowu mnie wzięło. Koniec. Polecam.

Tytuł oryginału: Miłośnica;Data wydania: 2001;Wydawnictwo: W. A. B.;ISBN: 978-83-7414-433-9;Liczba stron: 332 

 Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

oie_1613720tq1W7LS

polacy nie gęsi

 

Materiały:

Zdjęcia:

(I) – http://m.nguoiduatin.vn/doi-diep-vien-ba-dao-cua-mot-hoa-hau-ba-lan-a68093.html

(II) – http://esensja.stopklatka.pl/magazyn/2007/10/img/ilustr/07_086d.jpg

(III) – http://d.polskatimes.pl/k/r/13/0b/13/4fd84297bb003_k2.jpg?1353387597

Recenzje pozostałych książek autorki:

„Drzwi do piekła”

„Dom na krawędzi”

Reklamy

8 thoughts on “(5) „Miłośnica” Maria Nurowska

    • Szczerze mówiąc wcale Ci się nie dziwię – Nurowska to moim zdaniem autorka jednego schematu, o czym napiszę przy (póki co) ostatniej recenzji jej książki, w moim wykonaniu. Można ją łyknąć raz na jakiś czas, żeby bohaterki się nie przejadły – są do siebie trochę zbyt podobne.
      Krystyna Skarbek jest poniekąd wyjątkiem, z racji tego że to postać realna 🙂 O jej fikcyjnej biografce nie mogę powiedzieć tego samego – nawet motyw rozstania Ewy z mężem jest podobny do tego, który Nurowska pokazała nam w „Drzwiach do piekła”, co mnie lekko zniesmaczyło.
      Jednakże jeżeli jeszcze nie czytałaś jej książek, uważam że „Miłośnica” to dobry wybór na sam początek. 🙂

  1. Czytałam jakiś czas temu ,, Drzwi do piekła”, lecz szczerze przyznam, że nie spodobała mi się ta ksążka. Zabrakło jej czegoś. Może dramatyzmu, może bardziej szkoującej akcji, lub lepszego opisu więziennictwa. Nie wiem, w każdym razie nie chce na chwilę obecną ponawaić kontaktu z twórczością Nurowskiej.

    • Też na początku miałam takie wrażenie, jednakże w tym przypadku więzienie miało być tylko tłem, aby pokazać jak bardzo główna bohaterka jest zgnębiona – zresztą widzę, że akurat u tej autorki jest to cechą charakterystyczną, co w szczególności widać w „Listach miłości”. Nie rozbudowuje za bardzo wątków historycznych czy w przypadku „Drzwi do piekła” opisu więziennictwa, ale używa ich bardziej, jako symboli krytycznej sytuacji w jakiej znalazły się bohaterki. (Bynajmniej ja tak to widzę.)Rzeczywiście niektórych czytelników może to razić – mnie nie spodobało się tylko przy wspomnianych wyżej „Listach miłości”, które uważam za lekturę słabą.
      Jednakże „Miłośnica” ma w sobie pewien czar, któremu nie potrafiłam się oprzeć, jest w niej coś co bardzo się wyróżnia wśród innych powieści Nurowskiej 🙂

  2. Swoją przygodę z prozą Nurowskiej zaczęłam od „Hiszpańskich oczu” i tą właśnie książką mnie kupiła. Potem były jeszcze dwie, ale ja chcę więcej. Po Twojej recenzji już wiem, że chcę mieć na swojej półce również „Miłośnicę”, bo czuję, że mi się spodoba 🙂

    • Bardzo mnie to cieszy;) Tylko uważaj! Skarbek potrafi nieźle namącić w głowie 🙂 Ja mam do siebie mały żal, za to że wcześniej jej nie przeczytałam, ale cóż… lepiej późno niż później 🙂 „Hiszpańskich oczu” jeszcze nie czytałam, ale przyczaiłam w mojej małej Strefie Taniej Książki, wiec gdy tylko odpocznę trochę od prozy autorki, z checią ją przeczytam. 🙂

    • Bardzo się cieszę :)Książka jest naprawdę wspaniała (bardzo dobrze odwraca uwagę od pilnych potrzeb, w czasie długiej jazdy PKSem 🙂 )
      Mnie Nurowska trochę zaczęła się już przejadać – strasznie mnie zraziły „Listy Miłości”, jednakże za niedługo postaram się przeczytać „Sprawę Niny S” – mam nadzieję, że nie jest tak bardzo schematyczna, jak pozostałe tytuły – na razie tylko Miłośnica” została wyrwana z kalki, którą posługuje się autorka. Dlatego z czystym sumieniem mogę powiedzieć: lubię to 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s