Z życia pianisty – ku przestrodze


(I)

(Podczas przytaczania bujnego monologu, w nawiasach kwadratowych zawarłam swoje świeże, jak poranek myśli)

Trafiają się dni, kiedy w naszym szarym życiu, wydarzają się małe, wielkie niespodzianki. Niby nic nie zmieniają, są małym przerywnikiem codzienności, ale co jakiś czas wracają, żeby o sobie przypomnieć, wywołać uśmiech albo zaskoczenie. Nie wszystkim się to zdarza, mnie zaś nagminnie spotykają takie „prezenty”. Ludzie po prostu podchodzą i opowiadają: na przystanku, w tramwaju, autobusie. W sumie to dobry sposób na zabicie nudy, w korku dłuższym niż mój książkowy tasiemiec, ale w sklepie?

Tak. Tam też może spotkać nas przygoda.

Zauroczona Halami Mirowskimi (nie wiem dlaczego, skoro duszno tam i tak mało nowocześnie) wyruszyłam na małe zakupy. W osiedlowym nie kupuję, bo jak wiadomo jakość marna, a ceny jak stąd do Mediolanu, albo  i jeszcze większe. Tak więc idę sobie pomalutku, w moim szarym płaszczyku, nijak mającym się do białych adidasów. Jak co dzień mrużę oczy, żeby się o rzepy nie potknąć i już mam wizję tego, jak przez godzinę będę poszukiwać bułki tartej. Jako, że wróżką jestem wybitnie utalentowaną (na ogół przepowiadam przyszłość z kostek do wc, fusów z kawy oraz brudnych skarpetek – zawsze potrafię przewidzieć kto nie wrzucił ich do kosza) moja wizja sprawdziła się w stu procentach. (Mam nadzieję, że przeczyta to ktoś z programów gdzie stacjonują wróżowie, może w końcu wykorzystam swoją życiową szansę na sukces). Nieudolnie zmagam się z półkami na przyprawy, potem makarony, nawet do czekolady zajrzałam (tutaj oczywiście skorzystałam z pysznego wyrobu). Zrezygnowana podchodzę do cichego anioła stróża klientów – czyli jednej z pań ekspedientek układających z oddaniem towar. Pani tłumaczy prosto, zwięźle i na temat: Przy chlebie.

Inteligentnie pukam się w czoło. No tak! Gdzie indziej, jak nie przy chlebie? Idę. Adidasy wydają ciche plaski podczas zderzenia się z podłogą. Półkę szybko znalazłam, a bułki nie ma. Patrzę w górę i na boki… a ona małpa chytra, co się tak łatwo odnaleźć nie chciała, przyczaiła się na półce najniższej, w dodatku tak, że dopiero po pieczołowitym kucnięciu można było ją dojrzeć. Biorąc ją do ręki czułam się tak, jakby mi ktoś Nobla co najmniej wyręczył, albo ja wiem… klucze do własnego mieszkania?

Uśmiechając się głupkowato zaczęłam wykonywać delikatny zwrot w stronę kasy, ale w tym momencie nagle odezwała się gwiazda tegoż wpisu. Jak na gwiazdę przystało, aby wtopić się w tłum zapuściła długie, białe wręcz włosy związane w kucyk, brodę Gandalfa, nawet brzuszek Świętego Mikołaja sobie zapodała. Kamuflaż ważna rzecz, wiem coś o tym w końcu moja sława sięga poza drzwi mieszkania, aż do samej windy! Gwiazdy łączmy się!

Oto ten starszy pan pakuje sobie pieczywko i mówi donośnie:

– Te bułeczki najlepiej smakują, jak już są chłodne. Takich ciepłych to nie lubię.

Spojrzałam na niego, bo przecież w okolicy nikogo, oprócz naszej dwójki nie było. Do mnie mówił? Może ma swojego wymyślonego przyjaciela? Już miałam iść, ale (jak się dowiedziałam) pan Jan,  kontynuował swoją wypowiedź:

– Bo widzi Pani w życiu to się tak różnie układa. Ja Pani powiem, żeby Pani takich błędów jak ja nie popełniła, bo szkoda czasu. Miałem żonę, o piękna była! Piersi, jak dzwony [Myślę sobie: to lipa, bo wiszące jakieś], figura bujna, wie Pani blondyna, a jaka zaradna! Tu ugotowała, tam posprzątała, dzieckiem się zajęła [Inne gospodynie takie pewnie nie są.], anioł istny! Ale do czasu, bo mi nieźle w życiu namotała. No nie życzę Pani nigdy czegoś takiego.

Ja to w ogóle muzykiem jestem, pianistą. Niech Pani zobaczy [Pan pokazuje mi wizytówkę. Z racji tego że wzrok mój, jak wiecie marny, zobaczyłam tylko zawód i nazwisko, którego jak na złość nie pamiętam]. Wtedy nikt tak nie zarabiał, ja za granicę na tournee jeździłem, adwokatów najlepszych w Warszawie znałem. Zresztą nadal znam, tylko cześć już umarło. Wie Pani wiek robi swoje… No, ale jak ja wtedy tyle zarabiałem to w parę miesięcy dom był nowy postawiony i meble zrobione na zamówienie.

Ona sobie gacha jakiegoś znalazła. Ja to taki malutki, szczuplutki byłem, nie to co teraz. [Pan mruga do mnie porozumiewawczo.] Ona to zawsze takich z bębnami lubiła, to się do takiego teraz przytula. Jak ślub braliśmy, to już wtedy mnie zdradzała. Bardzo ją kochałem, jak mnie zostawiła to za alkohol się wziąłem. Pieniędzy jej jeszcze nadawałem na naszą córkę, jedyne co mi się w życiu naprawdę udało. I jakim niewdzięcznikiem się okazała? Jak na wyjeździe byłem, to mi okna powybijała, w tym domu, który postawiłem i meble wszystkie pokradła. A meble luks były [Pan przykłada palce do ust, akcentując klasę mebli, jakby o jakiejś przepysznej potrawie mówił], nowiuteńkie, z drewna, na zamówienie, no bomba! Ale ja jej to podarowałem, bo bardzo ją jeszcze kochałem. Potem mnie ta miłość trochę przeszła…

Wtedy pojawiła się Wanda. Tej to nie kocham. Ona to mnie tak jakoś omotała. No zakręciła się [kolejne mrugnięcie]. Ja samotny byłem, potrzebowałem opieki, a ona a to ugotowała, a to posprzątała. Kiedyś znajomy adwokat, powiedział, żebym od niej uciekał, bo byłą żoną ubeka jest. Chciałem, to na mnie jakiś zbirów nasłała. Pobili mnie, powiedziała, że jak od niej odejść będę chciał to się jeszcze ze mną policzy [troszkę skróciłam, tę fantastyczną historię]. Tak w ogóle to ona mi swoją córkę też podstawiała. Później, od znajomych, co węgiel sprzedawali dowiedziałem się, że ona burdel prowadziła i tam tę swoją córkę też pchała. Ponoć też kogoś zabiła. Taka to kobieta podła. Ona hazardzistką jest. Ja emeryturę mam, ona swoją też, to jak zostawię pieniądz w domu, zaraz go nie ma, a już siedemdziesiąt dwa lata ma! Zawsze, gdy z płaczem przychodzi, wiem że przegrała. Wciąż nie wiem, dlaczego z nią jestem, początkowo opieka, potem strach, teraz to już tylko przyzwyczajenie…

Ja wiele kobiet miałem, z jedną, po tej mojej żonie już się prawie żeniłem, dobra kobieta była. Bogata, piękna, za mną bardzo, tylko że starsza, a mnie to wtedy do starszych nie ciągnęło… Ja to Pani mówię, żeby Pani uważała, bo z ludźmi ostrożnie trzeba. Sercem owszem, ale rozum też musi być, bo bez tego to się skończy, jak ja… Młoda Pani jest, niech Pani starszego posłucha i będzie czujna.

 

Monolog ten zakończyliśmy uśmiechami i spokojnym „do widzenia”. Jak już wyżej zaznaczyłam, mocno go skróciłam. Sądzę, że przedstawienie godzinnej opowieści mogłoby was trochę zmęczyć. Powoli czuje się, jak darmowy, przypadkowo spotkany psychoterapeuta – w końcu jakiś ciekawy zawód na horyzoncie. Mało co pod tramwaj nie wpadłam, gdy się nad tą „rozmową” zaczęłam zastanawiać. Bo ile z tego jest prawdą, a ile bajką? Wiadomo ludzie lubią sobie koloryzować, tym bardziej, jak trafią na wiernego słuchacza. I jeszcze te porozumiewawcze mrugnięcia, które psuły mi dramatyczny nastrój całej „spowiedzi”. Szkoda, że nie potrafię oddać gestów i mimiki pianisty poznanego w sklepie. Chwyciłoby was, jak nic. I co ja miałam z tego wszystkiego wywnioskować?

Ubeków już nie ma, chuliganka raczej mi nie grozi, chyba, że ktoś się w ciemnym zaułku napatoczy… ale ja, jako osoba super odważna po dwudziestej pierwszej staram się nie wychodzić (pewien przypadek z pijakiem na przystanku, troszkę mnie pokory nauczył), więc występuje małe prawdopodobieństwo takiego zdarzenia. ( Z drugiej strony już niedługo ciemno będzie o szesnastej,) Tylko z tymi wyborami „jednego, jedynego na całe życie i forever” niektórzy muszą uważać. Tak więc uważajcie kochani na to co wam emocje dyktują, gdyż jak wiadomo rozum uaktywnia się dużo później…

(I) – http://cdn.wyjatkowyprezent.pl/public/photos/products/06/03/58/2125_photo_l.jpg?version=1358928135

Reklamy

4 thoughts on “Z życia pianisty – ku przestrodze

  1. Masz widzę syndrom „mówcie do mnie, pragnę tego!” Znam to. Trzeba unikać kontaktów wzrokowych oraz przytępić sobie słuch, spostrzegawczość i kulturę osobistą :). Ale to i tak nie gwarantuje sukcesu w bezpłatnie prowadzonej psychoterapii.

    • Coś w tym jest 🙂 Tylko, że ja właśnie nie utrzymuję kontaktu wzrokowego! Choć słuch i kulturę trzeba przytępić, albo po prostu przez całe życie być zafascynowanym własnymi butami 🙂 Szkoda, że na tą bezpłatną psychoterapię nie trzeba mieć papierka… wtedy nikt by nie podszedł 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s