(8) „Zawsze Jakieś jutro” Janina Wieczerska


„Uruska kontra reszta Świata”

pobrane

Czy zdarza wam się taki magiczny przypadek, gdy jesteście pod urokiem języka, jakim władają postaci z pochłanianej książki? Czujecie lekkość, na twarzy waszej pojawia się nutka niedowierzania i małpi uśmiech (z serii tych, na widok banana). Dokoła ciemno, ponuro, na dodatek chłodno i wiatr zacina jak może, aby nam jakieś przeziębienie wstrzyknąć. Co z tego, skoro po pracy czy szkole, w ciepłym domku czy mieszkaniu czeka lektura pełna magii, choć bez cienia fantastyki w fabule, pełna młodzieńczej, tej najpierwszej i niewinnej (wredny powiedziałby naiwnej), z motylkami w brzuchu miłości, którą stu letni czytelnik może poczuć na nowo oraz (co jest dla mnie zaskoczeniem i odkryciem na miarę wynalezienia koła) wypełniona po brzegi kulturą słowa, z jaką nigdy się nie spotkałam nawet w książkach, a już na pewno nie w tych dla młodzieży.

Pozycja ta, czekała sobie na mnie w pewnej piwnicy. Dookoła niej piętrzyły się wielkie nazwiska, jak Słowacki (lubię bardzo, bardzo), Mickiewicz, Sienkiewicz – sami polscy giganci sztuki pisania. Ona skryła się za nimi skromnie, zarumieniła, jak na obytą nastolatkę z 1950 roku przystało i poprosiła cichutko: Przeczytaj mnie. Jakże mogłabym odmówić?! Ja, bibliofil zapewne w tak zaawansowanym stopniu uzależnienia, na świrzyńskich ziemiach jedyny. Mówię do niej: Bejbe, spoko luz, zaraz wciągnę Cię, jak Snikersa. Nie zaczaiła. I bardzo dobrze, bo kulturalna z niej książeczka, aż wstyd mi się zrobiło, że nowoczesną głupotą i plątaniną języka przed nią szpanuję.

Dlatego pokornie zaczęłam czytać. Joanna Uruska to dziewczyna, jak ich wiele. Chodzi do szkoły, udziela się gdzie może, ma też paru wrogów wśród nauczycieli. Gdy ją poznajemy, do ukończenia szkoły średniej, pozostają jej dwa lata. Jednakże nie przeżyje ich w rodzinnej pipidówce. Problemy z pewnym katechetą, ciągle niezadowolona macocha oraz ojciec, który się serdecznie na to wszystko wypina, sprawiają że Aśka wyrusza do Wrocławia. Tam mieszka z ciocią nauczycielką.

Tutaj zaczynamy lepiej ją poznawać, dowiadujemy się dlaczego postępuje tak, a nie inaczej, razem z nią szukamy swojego kawałka podłogi, w klasie początkowo mało otwartej na nowego ucznia, czytamy (to się pewnie wielu bardzo spodoba), kujemy matmę i podkochujemy w klasowym inteligencie, jednakże nie z taką zapalczywością, jak Bella Edwarda. Ach Międzyrzecki, chyba każda z nas miała podobnego w tym pięknym okresie dorastania. Tadzia – odrzuconego kochanka, zapewne też niejedna z pań musiała takiego chłopaka – cud odtrącić.

Oprócz ambitnego, dążącego do lepszego życia, mówiącego bardzo ładną polszczyzną, młodego pokolenia, które nie wzbudza tak negatywnych skojarzeń, jak dzisiejsze (oczywiście nie mówię o wszystkich, ale sami przyznacie, że landryn i ich pustogłowych towarzyszy szerzy się w świecie wiele) pani Janina Wieczerska – znana autorka twórczości dla dzieci i młodzieży – daje nam obraz (wydaje mi się, że trochę podkolorowany) ówczesnej Polski. Tam ruina, tutaj dobrze prosperujący skup makulatury, z innej strony znowu zetknięcie się z przedstawicielami bogatszych narodów (tych zamieszkałych po drugiej stronie), przez co w dużym stopniu widać braki towarzyszące życiu codziennemu naszych rodaków.

Po za tym zetkniemy się z tym co i nam nie jest obce – małoletnia mamusia, marudni nauczyciele, których niesienie kagańca oświaty zdecydowanie nigdy nie było podyktowane powołaniem, domówki (tutaj w wersji kultura), młodzieżowe akcje, ploty, plotki i ploteczki, plus wspaniałe polskie góry. Bajka.

Fakt, że na brak żywiołowej akcji można troszkę narzekać (nawet troszkę bardzo), ale mi to nie wadziło. Za bardzo zauroczył mnie delikatny świat ówczesnych młodych ludzi, nieskażony używkami (tutaj był alkohol, ale w bardzo śladowych ilościach), zapożyczeniami od innych szacownych  języków i brakiem niewinności w stosunkach chłopięco – dziewczęcych. Tutaj jest pięknie przedstawiona – choć watek romantyczny nie jest szalenie rozbudowany, to na tyle przyciągał uwagę, że do teraz (a już sporo czasu minęło odkąd książkę tę czytałam) buzia mi się cieszy na jego wspomnienie.

Pomimo tego, że w powieści występuje narracja trzecio osobowa, autorka tak dogłębnie ukazuje nam postać Uruskiej, że łatwo wczuć nam się w jej emocje. Bohaterkę  bez problemu da się polubić – nie jest ani ekstra landryną, ani w pełni szarą mychą, to po prostu zwykła dziewczyna, która stara się, aby wszystko było w porządku, choć nie zawsze jej to wychodzi. Faktem, który wciąż mnie zastanawia, są zawarte w powieści wątki biograficzne – co jakiś czas łapię się na tym, że próbuję określić: które to?

Na uwagę zasługuje również nie tyle niebanalne, co nietypowe w tego typu powieściach zakończenie. Przyznam, że byłam bardzo zaskoczona i co tu kryć troszkę zawiedziona jego przyziemnością (choć wciąż mam nadzieję, że gdzieś tam, może coś by się ułożyło… może by im się udało).

„Zawsze jakieś jutro” to książka dla dziewczyn, szczególnie tych, które powinny się od chamieć i tych, które marzą o nutce romantyzmu w życiu. Kobiet pamiętających taki zwiewny, delikatny okres (z pominięciem komunistycznych rewelacji, choć wiem, że to może być trudne), a nawet staruszek – niech tez mają coś od życia.

Panom raczej odradzam zagłębianie się w losy Joasi, co tu kryć – nie jest to powieść dla męskiego grona czytelników. Z tego co widziałam wielu z nich nie jest z powieści zadowolonych, także nie męczcie się. Lepiej niech zawładnie spragnioną wyobraźnią kobiecą.

Tytuł oryginału: Zawsze jakieś jutro;  Data wydania: 1981 rok;  Wydawnictwo:  Czytelnik;  ISBN: 83-07-00423-3;  Liczba stron: 420

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

polacy nie gęsi

Reklamy

7 thoughts on “(8) „Zawsze Jakieś jutro” Janina Wieczerska

  1. Nie słyszałam nigdy wcześniej o tej książce, ale tyle ich jest, że trudno wszystkie poznać i spamiętać. Duszę romantyczki mam i marzy mi się jej odrobina w realnym świecie, lecz na razie musi mi wystarczyć literacka rzeczywistość, dlatego chętnie skuszę się na powyższą pozycje.

    • Polecam;) Jak pisałam w recenzji, odnalazłam ją w piwnicy… nie znamy dnia, ani godziny kiedy książka nas wybierze:) Chyba było nawet kiedyś jakieś wznowienie, więc możliwe, że w miarę łatwo ją odnajdziesz;) Pewnie czai się gdzieś w bibliotece i udaje, że nie istnieje:)

  2. Książka nie jest mi znana, nawet z samego tytułu. Bardzo ładnie o niej opowiadasz, ale podejrzewam, że sama nie bawiłabym się dobrze przy tej lekturze. Chociaż nieraz jakas odmiana od tych współczesnych powieści by sie przypadała.

    Pozdrawiam

    • Dziękuję 🙂 Odmiana, jak najbardziej korzystna, do tego też może okazać się interesująca. W końcu to taka konfrontacja dwóch odmiennych światów, które dzieli niewielki przedział czasowy – bo czymże jest te pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat, gdy bierzemy pod uwagę całą historię?;) Jednakże nie zmuszam i nie wmuszam, jedynie zachęcam 🙂

  3. Witam. Książka ta była tłumaczona na wiele języków, miała też wiele wydań. Jest tak dobra, bo autentyczna. Autentyczna, bo w dużej mierze biograficzna.
    Jest to bardzo dobry opis Wrocławia i warunków życia pokolenia „powojennego”.

    • To pokolenie miało naprawdę trudne zadanie- w końcu odbudowywali Polskę z gruzów i to na komunistyczną modłę. Dziw bierze ile w bohaterach tej książki jest życia i energii do działania, tym bardziej, że szkoła przykładnie starała się odebrać im prawo do samodzielnego myślenia. Paradoksalnie właśnie to dawało im siłę napędową do działania:) Dziś brakuje takiej młodzieży, za duży nacisk jest stawiany na prawa, za mały na obowiązki. Oczywiście nie wszędzie, ale w większości młodzież jest tak rozpasana, że trudno przemówić do niej ludzkim głosem- mam nadzieję, że jeszcze wróci do niej odrobina rozumu i chęci do doskonalenia swoich możliwości, choć okazję do samorealizacji powinno dawać też państwo, a oto niestety jest co raz trudniej co widzę po własnej sytuacji. Troszkę odbiegłam od tematu, jednakże ta książka, choć z pozoru niewinna, stwarza okazję do refleksji 🙂

  4. „Zawsze jakieś jutro” Wieczerskiej to powieść, którą po raz pierwszy przeczytałam w zamierzchłych czasach szkoły podstawowej i zauroczyła mnie do tego stopnia, że niejednokrotnie do niej wracałam po latach uznając ją za ulubione „poczytadło”. Lata mijały, ale zainteresowanie tzw. „literaturą dla młodzieży” co jakiś czas powracało. Wówczas wśród nawału nowych młodych bohaterów często „kultowych” (nie cierpię tego określenia, choć tak się chyba teraz mówi), odświeżałam starą znajomość z Joasią Uruską i jej kolegami. Należę do pokolenia bezpośrednio następującego niejako po tym, które reprezentują bohaterowie powieści (moi rodzice są rocznikowo tożsami z Joanną Uruską). Szkolne życie przedstawione w książce było dla mnie czymś bardzo znajomym jeśli nie z autopsji, to z opowieści rodziców – może dlatego tak bardzo sobie ją ukochałam? Poza tym Joanna i jej historia w nowej szkole były tak podobne do mojej…;-)
    Rozpisałam się, a miałam tylko zaspokoić ciekawość autorki bloga co do dalszych losów Uruskiej (i wcześniejszych też, zresztą). Jest taka powieść Janiny Wieczerskiej „Pusty wieczór”. Spotkasz tam znane z „Zawsze jakieś jutro” postaci – Joannę i jej brata Maćka. Poznasz ich historię na długo przed „latami wrocławskimi” przedstawionymi w „Zawsze jakieś jutro”, oraz co się z nimi działo później. Jest również ciekawie opisana historia Jerzego Uruskiego – ich ojca. Ostrzegam – nie jest to ani kontynuacja powieści, ani łatwa lektura. O ile pierwsza powieść Wieczerskiej była napisana dla młodzieży i o młodzieży,to „Pusty wieczór” porusza problemy dorosłych i to w dodatku problemy nie przez każdego rozumiane, bo dotyczące czasów dawno już minionych i ówczesnego sposobu myślenia. Jest na swój sposób lekturą wielce interesującą, aczkolwiek nie daję głowy czy chęć dowiedzenia się „co dalej z Joasią” będzie wystarczającym dopingiem by przez całość lektury przebrnąć…;-)
    Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s