(9) „Minerva Clark na tropie” (tom I) Karen Karbo


837ab7de8991faf1c481effca4d65f93

Od dłuższego czasu szczerze wątpię, a nawet pogardzam amerykańską literaturą dla młodzieży. Jak mogłoby być inaczej skoro Świat zalewają Belle, kopie Edwardów, jakieś zboczone wróżki, wampiry uzależnione od alkoholu – słowem burdel na kółkach, a nastolatki to łykają, jak lentynki. Ani w tym sensu, ani treści nie ma, stylistyka często siedzi w koncie i płacze rzewnie… już pewnie z dziesięć Amazonek wypłakała. Wystarczy, że pojawi się jakiś justino-facet-wampir-wróż-diabeł-anioł-przeklęty-wampir i jedna szara mycha, co to nie wie dlaczego, taki twór przyciąga, niczym magnes opiłki żelaza. Wszystkie dziewuszki, a nawet i chłopczyki lecą na to, jak mucha na lep. A jak już ekranizacja się pojawi?! No, Nobel to mało dla takiej sztuki. Tutaj w ogóle oddzielna skala oceniania, by się przydała. (Coś, ala Złote Maliny tylko bardziej – aby pozostać wśród roślin… może Zgniłe Ziemniaki?.)

Na szczęście są jeszcze dzieciaki, na które można liczyć. Taką osobą jest mała Monika (choć już ode mnie wyższa, podłość nad podłościami, ale cóż poradzić?). Wiedząc, że czytać bardzo lubię, nawet, a właściwie w szczególności książki przeznaczone dla jej grupy wiekowej, (już mi się dryg zawodowy załącza) z wypiekami i lawiną słów pokazała mi „Minervę Clark na tropie”. Nie wybrzydzałam, brałam co daje, bo głód czytelniczy wielki powstał, a na tamtą chwilę nie było czym go nakarmić. I bardzo dobrze.

Minerva ma trzynaście lat, trzech starszych braci i rurę strażacką w domu – któż z nas o takiej nie marzył za wczesnego młodu? Niektórym do teraz zostało. Oprócz tego musi nosić na głowie ciężar rudej burzy loków, ma problem sylwetki płaskiej deski, potyka się o własne za długie nogi, gdyż jest taaaaaaaaka wysoka oraz martwi setkami innych wyuzdanych kompleksów, pojawiających się w okresie dorastania. Fajnie czytać o czymś, czego się nigdy nie zaznało, choć większość się męczyła… lubię to.

Wszystko się zmienia, gdy w bardzo interesujących okolicznościach zostaje popieszczona prądem… Od tej pory nad światem zaczyna panować mrok, tajemniczy, blady chłopak (zwany super ciachem)  z sąsiedniej klasy dziwnie na nią patrzy – czyżby mu się podobała? – żartuję oczywiście. Choć rzeczywiście od tej pory wiele się zmienia. Na poczatek, nasza bohaterka po raz pierwszy odkąd jest nastolatką, ma w czterech literach co inni o niej myślą, całkowicie pozbywa się ograniczających ją kompleksów, fałszywych przyjaciółek i… bada sprawę morderstwa.

Tak moi przyjaźni czytelnicy „ Minerva Clark na tropie” to pełnowartościowy kryminał dla młodzieży, jeden z lepszych jaki znam. Spokojnie mogę go porównać do „Przygód trzech detektywów” sygnowanych nazwiskiem Alfreda Hitchcocka, w których rozczytywałam się chodząc do podstawówki. „Chłopacka” część populacji może się ze mną nie zgodzić – jakoś przełknę ten cukierek goryczy i wytrwam przy swoim  zdaniu.

Oprócz zagadki, jaką jest morderstwo pewnego sprzedawcy, pani Karen Karbo (głównie pisząca dla dorosłych, seria o dziewczynce – detektywie, jest jej debiutem w literaturze dla dzieci) daje nam dużą dawkę czarnego humoru, ironii i całą serię śmiesznych wypadków, które największego gbura przyprawią o czkawkę ze śmiechu. Do tego zaskakujące wątki, z lekka roztrzepany styl narracji – mamy do czynienia z pierwszoosobową, wiec nic dziwnego, że jest trochę fiu fiu. W końcu patrzymy na świat oczyma trzynastolatki. Fabuła nie jest intensywnie rozbudowana, tak aby młody, początkujący czytelnik mógł spokojnie skupić się na głównym wątku i nie zniechęcić się do lektury.

Do tego bohaterzy cud malina i orzeszki. Niby stereotypowi, a jednak mają drugie dno, niby niczego nie można się po nich spodziewać, a jednak zaskakują. Mamy tutaj oczywiście naszą wyjątkową Minervę, inną od wszystkich innych, ale spotkamy także typowe szkolne różowe psiapsióły, typy spod ciemniej gwiazdy, nieudaczników, myślącego przystojniaka a nawet… miss piękności. Jak widzicie – dzieje się.

Akcja płynie wartko niczym strumyczek po roztopach. Jest pełna zwrotów, zakrętów i wywijasów, momentami przypominając niebezpieczną trasę WRC. Dzięki temu nie ma czasu na nudę. Tę książkę się po prostu pochłania, raz ciach i nie ma.

Gdyby w USA powstawały książki takiego typu only, o młodzież nie byłoby strachu. Wiem, można się oburzać, bo w końcu na okładce jest napisane 9+, „dojrzałe” czternastki pewnie patrzą na mnie z niesmakiem, bo jak im książkę dla dzieci mogę wciskać? Cóż, ja już ponad dwie dychy noszę na garbie i się zachwycam, wiec ufam, że wam o młodzieży kochana również się spodoba (zawsze możecie udać, że dla młodszej siostry sprawdzacie, żeby chłamu nie czytała).

Polecam czytelnikom, w każdym wieku. W szczególności tym, którzy własne dzieci mają, własnych dzieci nie mają, ale z nimi obcują i tymi którzy dziećmi się jeszcze czują, i samym dzieciom – a właściwie już młodziuśkim nastolatkom, jak moja mała Monika.

Tytuł oryginału: Minerva Clark gets a clueData wydania: 2008Wydawnictwo: W. A. B.ISBN: 978-83-7414-483-4; Liczba stron: 247Seria: „z kotem”

Recenzja rekomendowana przez portal „Zaczytaj się”

Reklamy

2 thoughts on “(9) „Minerva Clark na tropie” (tom I) Karen Karbo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s