(12) „Listy miłości” Maria Nurowska


„Zarażeni śmiercią”

352x500

Tytuł oryginału: Listy miłości
Data wydania: 1998
Wydawnictwo: Siedmioróg
ISBN: 83-7162-371-2
Liczba stron: 167

Druga Wojna Światowa. Po tymi trzema niepozornymi zbitkami liter kryje się ogrom pesymistycznych skojarzeń. Obozy zagłady (Boże broń polskie obozy zagłady!), głód, ubóstwo, Holocaust, partyzantka, getto… to tematy szeroko omawiane w prasie, kinematografii oraz książkach – czy to naukowych, czy też powieściach (najgorsze z jakimi się spotkałam – zdecydowanie amerykańskie). Na ogół mówią o heroicznej walce z nazizmem, próbie odnalezienia człowieczeństwa i niezatracenia się w pułapce zła, jaką zgotowały hitlerowskie Niemcy. Może zdarzyć się jednak tak, że autor skupia się tylko i wyłącznie na jednym bohaterze, pomijając najważniejsze wydarzenia historyczne. Daje nam tylko datę i postać, która wśród wielu czytelników może budzić kontrowersje, niesmak nawet przy próbie zrozumienia oraz chęć chwycenia jej za rozum i mocnego potrząśnięcia, które może coś naprostuje w tej pełnej sprzeczności makówce.

Taką bohaterką jest Elżbieta Elsner z wybuchową i bardzo groźną, jak na owe czasy mieszanką krwi. Daje mam się poznać w wieku dziewiętnastu lat, tuż po decyzji czy zostaje w getcie z ojcem Żydem, czy bytuje u boku matki Polki. Jako córeczka tatusia podejmuje krok, który odmienia cały jej światopogląd.

W getcie nie ma miejsca dla studentów kochanego papy, filozoficznych dysput, które kształtują młodego człowieka. Jest za to spory kawałek na głód, strach i poniżenie. Numer dwa i trzy, jakoś się zniesie, pierwszy to już inna para kaloszy. Przy braku, jakichkolwiek dochodów Elżbieta podejmuje trudną i brzemienną w skutkach decyzję – zostaje prostytutką. Jedną z piękniejszych na tamtejszym łez padole. Ma chleb, za cenę godności. Ma też wielbiciela. Niemca, który, jak to w bajkach bywa oświadcza się naszej młodej bohaterce. Ona, czując z której strony wiatr wieje wykorzystuje sytuację, uwalnia się z getta i ląduje na wycieraczce państwa Korzeckich, jako Krystyna (pani Nurowska chyba bardzo lubi to imię) Chylińska. Zostaje matką dla opuszczonego chłopca, żoną dla jego ojca i przyjaciółką… matki. Dziwne koleje losu, musicie przyznać. Jednakże dziewczyna wciąż nie ujawnia swojej prawdziwej tożsamości, wijąc nowe gniazdko na strachu, poniżeniu i braku akceptacji samej siebie. Do czasu, gdy pojawia się jej małe zauroczenie sprzed lat… wtedy dopiero poznajemy jej prawdziwą twarz, moim zdaniem niezbyt piękną.

Pani Maria Nurowska po raz kolejny wprowadza nas w świat przedstawiony książki za pomocą narracji pierwszoosobowej. Po raz kolejny też daje nam bohaterkę uwikłaną w trójkąty, czworokąty i ile jeszcze kobieca seksualność potrafi znieść (Elżbiety – Krystyny znosi naprawdę dużo, o dziwo wcale nie w czasie wojny). Znów postać ma trudną przeszłość z którą nie potrafi się uporać, po jakimś czasie faceta och i ach… więc co nowego może nas zaskoczyć w tej powieści?

Na pewno umiejscowienie czasu trwania akcji, to że z postaci wywodzącej się z narodu znanego z pewnych ścisłych zasad i konserwatyzmu robi tanią prostytutkę, co najważniejsze przychodzi jej to lekko, zgrabnie, gładko itp. oraz kawałek dobrej literatury, mogącej zapewne zaciekać czytelnika, który wcześniej z autorką nie miał do czynienia. Mnie osobiście troszkę, już się przejadła. Schemat zawsze ten sam, bohaterki o podobnym portrecie psychologicznym – w sumie tylko imię i okoliczności się zmieniają. Ma być wstrząsająco, a jest zwyczajnie nudno.

Widać, że autorka tworząc tę dość złożoną postać stara się przy okazji pokazać, że jednak miłość ma w sobie coś delikatnego, kojącego i ulotnego, a przy tym pożądanego. Niestety patrząc na całokształt moimi oczami, sprawa się rypła. Darię z „Drzwi do piekła” jestem w stanie w pełni zrozumieć, a nawet poprzeć, Krystynę Skarbek oraz jej biografkę również, ale bohaterkę „Listów miłości” gdzieś od połowy książki nie mogę zdzierżyć, a już jej ostatni wyskok był hitem wszechczasów – może jestem zbyt konserwatywna? Zostało mi coś z zasad moralnych? Nie rozumiem chorobliwej wręcz chęci na męskie mięcho? Trudno. Nie wszystko musze łapać, jestem tylko człowiekiem.

Tytuł również wydaje mi się mało adekwatny do treści. Bardziej pasowałyby „Listy rozwiązłości”, „Ciebie kocham, wolę z nim” albo coś w tym guście.

Gabaryty książeczki również zapisują się na jej niekorzyść. Autorka troszkę za bardzo zaszalała z opisem niby brutalnego seksu, uczuć bohaterki, jej rozterek, zapominając o tym, że najpierw wypadałoby stworzyć wojenny klimat – w końcu to on zmusił główną postać do takich, a nie innych decyzji. Przez to kuleje trochę realizm sytuacyjny, a przecież my mamy uwierzyć, że ona innego wyjścia nie miała! Wygląda to trochę tak, jakby pani Nurowska napisała tę książkę, dla ludzi, którzy getto widzą codziennie (młodzieży często się wydaje, że tak jest, ale to już inna bajka), a nie czytają książki, bądź oglądają filmy, dające im delikatny obraz tego co było te ponad siedemdziesiąt lat temu. Gdzie, jak gdzie, ale w Polsce chyba można dotrzeć do materiałów, które moim zdaniem tak utalentowanej pisarce, dałyby duże pole do manewru.

Nawet nie wiedziałam, że ta książka tak mnie zirytowała, dopóki nie zaczęłam o niej pisać. W porównaniu z trzema poprzednimi wypada tak blado, jak albinos stojący koło landryny wracającej prosto z czterdziestej sesji w solarium.

Może lektura nie jest najniższych lotów, ale naprawdę wydaje mi się, że autorka pisała ją na raz, dwa, trzy – może goniły ją terminy? Jeżeli tak, to można było napisać o tym na okładce, żeby czytelnik szanujący twórczość pani Nurowskiej nie nadział się na tę przykrą niespodziankę.

Dla tych, którzy przygodę z twórczością autorki dopiero zaczynają – odradzam. Jeszcze się zniechęcicie, a szkoda by było, bo inne pozycje są naprawdę dobre. Zagorzałym fanom, nawet nie mam co persfadować – sama bym się po takiej opinii nie zraziła, gdybym załapała już bakcyla.

Mnie pozostaje mały „Nurowski” detoks. Koniecznie muszę odpocząć od tych wszystkich figur, tym bardziej, że matematyka nigdy nie była moją mocną stroną…

Moja ocena: 3/7

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

polacy nie gęsi

oie_1613720tq1W7LS

Reklamy

6 thoughts on “(12) „Listy miłości” Maria Nurowska

    • Sęk w tym, że tutaj nawet erotyzmu za dużo nie było. Sceny tego typu budziły niesmak, zamiast pobudzenia. Z chęcią po po ponownym przeczytaniu, przez Ciebie tej pozycji, zapoznam się z Twoim zdaniem 🙂

  1. Która książka Nurowskiej Ci się najbardziej podobała i szła w zgodzie z Twoimi zasadami moralnymi? Nie czytałam nic tej autorki, choć już kilka razy się przymierzałam. Widzę, że łatwo mogłabym się zrazić, a tego bym nie chciała.

    • Z zasadami moralnymi nie szła żadna z przeczytanych, ale podobały mi się trzy – najbardziej „Miłośnica”. Tutaj autorka wcale nie musiała, silić się na wymyślanie pokrętnych losów bohaterki, gdyż wykorzystała historię najprawdziwszej polskiej tajnej agentki Krystyny Skarbek. Ją własnie z czystym sumieniem mogę Ci polecić 😉

  2. Przyznam, że po tej książce również zrobiłam „Nurowski” detoks, a moje wrażenia były bardzo zbliżone do Twoich. Niestety nie do końca rozumiem pozytywne recenzje tej książki.

    • Ja również. Le ludzi, tyle gustów, ale tutaj trudno mi przełknąć w pełni pozytywne opinie. Biorą się za pewne z początkowej bądź już głęboko zakorzenionej fascynacji stylem autorki, może ktoś od bardzo dawna obcuje z jej piórem i nawet tutaj potrafi się odnaleźć 🙂 Czekam na takich czytelników, z chęcią się od nich dowiem na czym polega to zauroczenie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s