(13) „Ludzie i miejsca” Szewach Weiss


0000597_ludzie-i-miejsca_300

Tytuł oryginału: Ludzie i miejsca
Data wydania: 2013
Wydawnictwo: Wydawnictwo M.
ISBN: 978-83-7595-612-2
Liczba stron:229

Gdy ma się dwadzieścia lat wydaje się, że sześćdziesiątka to już piękny, wielki wiek. Wyobraźnia jeszcze nie pojmuje, że można tyle mieć ich na koncie. Myśli się, że wtedy pozostaje już tylko opieka nad wnukami, jedzenie ciapek ku przedłużeniu życia, walka ze strasznymi chorobami i ciche dreptanie w głośnym świecie. Co dopiero, gdy zbliżamy się do osiemdziesiątki…

Czy taki wiek, to już tylko czekanie na śmierć?

Otóż nie. Jeżeli zdrowie w miarę dopisuje, pamięć nie szwankuje, a ciało wciąż jest skore do działania, można wykładać na uniwersytecie, uprawiać ogródek, albo… napisać książkę, w której zawarte będą wspomnienia z całego, prowadzonego intensywnie życia. Taki właśnie projekt przedstawia nam Szewach Weiss w zbiorze artykułów zatytułowanym, bardzo trafnie „Ludzie i miejsca”.

Przyznam szczerze, ze zaczynając tę książkę czułam zawód. Początkowo wszystko wydawało mi się identyczne, jak w „Takich butach z cholewami” – jedynie tytuł inny. Na szczęście było to chwilowe wrażenie.

Wszystko za sprawą wspominek o Galicji, ukrywaniu się podczas okupacji w piwnicy i powtarzaniu wciąż tych samych nazwisk. Jednakże okazało się, że wszystko szczęśliwie ma swój cel, a poprzednia książka jest swojego rodzaju wstępem przed tym, co teraz na mnie czyhało.

Artykuły są ułożone w miarę chronologicznym ciągu. Jako ambasador z misją pojednania narodu polskiego z żydowskim siłą rzeczy Szewach Weiss, pokazuje nam, jak wiele nas łączy. Trochę tego jest. W szczególności ludzie. Sławne persony, budujące dzisiejszy świat rozrywki, kultury czy polityki. Marka Edelmana raczej każdy kojarzy (kardiolog od wspomnień „Zdążyć przed Panem Bogiem”), Bruno Schulza pewnie też – jeśli nie, to zapraszam do szkoły średniej, póki rząd nie wyrzucił ich z kanonu lektur. Z tym uzdolnionym pisarzem jest związany pewien fragment, który dość że dosadnie obrazuje nam ówczesne (wojenne) realia, to jeszcze krew w żyłach mrozi i rozpala na przemian:

„Schulz trafił do willi, którą przywłaszczył sobie jeden z nich – gestapowiec Feliks Landau. Był tam zatrudniony jako „żydowski niewolnik”, żeby namalować freski – głównie w dziecięcym pokoju – które miały przedstawiać postacie z niemieckich legend. Tak dzięki Niemcom wyglądał wtedy świat: „Landau mieszkał w willi z żoną, miał dwoje dzieci. Rano wychodził do pracy, zabijał żydowskie dzieci, a wieczorem wracał do swoich dzieci i cieszył się, że śpią w takim ładnie pomalowanym pokoju”.

Bruna Schulz został zastrzelony 19 listopada 1942 roku przez gestapowca Karla Guenthera, z zemsty za to, że Landau zastrzelił dentystę  Lowa… Dotąd nie ustalono, gdzie znajdują się szczątki wielkiego twórcy, pisarza, rysownika i malarza.” (1)

Takich historii znajdziemy w tej książce wiele. Jedne wstrząsające, inne budzące podziw, nostalgię, bunt – a wszystkie zgodne z prawdą historyczną. Oprócz pisarzy, spotkamy się także z muzykami – Jan Kiepura, producentami filmowymi, dowiemy się, jak powstało Warner Bros. (tak, ma coś z Polską wspólnego, mianowicie pochodzenie sławnych braci), słynne MGM (wytwórnia, której znakiem jest ryczący lew), zapoznamy się ze światowej sławy pedagogami – głównie wielbionym przez moją osobę Korczakiem, kompozytorami, wynalazcami, ambasadorami, politykami i innymi „–ami”, którzy coś znaczą, z Polską i Izraelem są związani, budzą dumę, choć nie wiedzieć czego, bo kto się z nimi utożsamia? Może Wajda, on w końcu jest rozpoznawalny.

Jeżeli lubicie tego typu wspominki, nie krępujcie się czytajcie. Mnie się podobało.

Weiss pisze poprawnie, choć nie zachwycająco – co można autorowi wybaczyć, gdyż jak sam mówi, z języka polskiego długo nie korzystał i jeszcze musi go porządnie naoliwić. Momentami opisy pewnych miejsc i zdarzeń są plastyczne, namacalne niemal, ale to raczej zależy od osoby, z którą autor w danym momencie współpracował, niż jego własnego talentu. Zdarza się mowa-trawa, czasami nużące przynudzanie, jednakże da się to znieść. Tym bardziej, że w większości treść jest interesująca i o świecie dużo uczy. Zresztą cała treść ma funkcję, głównie informacyjną, co by nasze horyzonty poszerzyć i uświadomić w swoim dziedzictwie narodowym. Piękne jest, ale niestety niedoceniane. Zresztą, jak ma być skoro (zwalając znów na szkołę) nas o tym nie uczyli – lepiej przez dziesięć lat tłuc wkuwanie o hemoroidach starożytnych Greków, niż o tożsamość narodową dzieci zadbać. W tym momencie poczułam się po prostu pokrzywdzona.

Przyznam szczerze, że „Ludzie i miejsca” może też wprowadzić nas na drogę ku… kompleksom. Dobrze widzicie. Wszystko przez to, iż przedstawiciele Narodu Wybranego są osobami tak wszechstronnymi, pełnymi talentów, sprytu, a przy tym dobroci i chęci, że aż wstyd bierze. Za nim idzie też podziw – jak wy to robicie? Podpowiedz mi proszę autorze.

 Tym którzy szukają chwilowej rozrywki, porywającej akcji i relaksu odradzam. W moim odczuciu, nie po to ta książka powstała żeby ją łyknąć i zapomnieć. Ona ma swoją cichą misję, którą warto docenić. Na mnie w pełni ją wypełniła. Choć antysemityzmu, a tym bardziej antypolonizmu nigdy na własnej, ani znanej mi skórze nie zaznałam, zdaję sobie sprawę, że problem ten istnieje. Zapewne bytować będzie jeszcze długo, póki więcej takich Weissów nie będzie chodzić po Świecie. Dlatego korzystajcie, z tego którego mamy, a nóż czegoś was nauczy?

Moja ocena: 5/7

(1) – „Ludzie i miejsca” Szewach Weiss, str. 134

Za książkę dziękuję wydawnictwu:

jpg

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

polacy nie gęsi

Reklamy

6 thoughts on “(13) „Ludzie i miejsca” Szewach Weiss

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s