(17) „Prowincje” Bogdan Białek


big_Prowincje

 

Prowincja. Mnie to niepozorne słówko kojarzy się z falującymi zbożami, pięknie pachnącym lasem, świeżymi wyrobami, pysznym serem od pani Ani, wielogodzinnymi spacerami, nieodśnieżonymi przez wiele dni drogami, kiepską komunikacją miejską, dużym podwórkiem, jednym słowem z domem. Innym może przychodzić na myśl tylko słoma w butach, polne drogi, niezbyt przyjemny zapach krowich odchodów, po prostu wieś. Czy tylko tym jest prowincja? Czy można tak też określić miasteczko, miasto, wielką aglomerację?

Według pana Bogdana Białka (wydawcy,dziennikarza, psychologa) każdy nosi w sobie własną prowincję. Miejsce, z którego się wywodzi, w którym się dobrze czuje i miło wspomina. Jednocześnie oddziela pojęcie prowincji od zadupia, które nijak przyjemnie się nie kojarzy.

Wspomnienia o naszej historii po II Wojnie Światowej obejmują głównie, co raz częściej pojawiające się opisy działań walki z komuną bądź jej poddaństwo, ukazują tajne organizacje, szmalcowników, opowieści o ścieżkach zdrowia, czasami trafią się wierszyki („Kto Ty jesteś?/Zomo mały/Jaki znak twój?/Białe pały…) i oczywiście chwalebne zwycięstwo Solidarności. O tym co działo się później głucho wszędzie, cicho wszędzie… Dlaczego? Każdy z góry uznaje, że wydarzenia sprzed dwudziestu lat mamy na świeżo podawane przez rodziców? Są tak nudne, że prasa nie pragnie zaszczycić ich swą uwagą? Ówcześni oprawcy będący dziś dziadkami, chcą wieść życie cichego emeryta? Nie ma chętnych na przeczytanie bądź wysłuchanie informacji w tym temacie? Okazały się porażką,a nie spodziewanym sukcesem po wyzwoleniu?

Szczęśliwie w „Prowincjach” przygotowanych z okazji czterdziestolecia pracy dziennikarskiej Bogdana Białka, znajdziemy zbiór artykułów wybranych przez Piotra Żaka, dotyczących wczesno pokomunistycznych Kielc i Radomia.Co też, w moim przypadku było pierwszym wabikiem do sięgnięcia po tę pozycję, gdyż ze świętokrzyskiego pochodzę.

Patrząc na zbiór oczami człowieka, który urodził się w latach dziewięćdziesiątych, trudno myśleć, że to nie żart. Jedna z komedii Barei, w której absurd przeplata się z kolejnymi strajkami. Nie raz i nie dwa podczas czytania tej książki zastanawiałam się czy się śmiać, czy może płakać. Gdyby dziś opisywane w artykułach wydarzenia, ktoś przedstawił w formie powieści, krótkiego opowiadania, czytelnik patrzyłby na nie z dużym dystansem, uznając, że autor przesadził z ironią i krętactwem, zbyt wyolbrzymiając cechy danej postaci. Z tymże tutaj bohaterzy to najprawdziwsi politycy, persony z wysokiego szczebla, byli komuniści, którzy bez problemów odnaleźli się w nowej rzeczywistości oraz jak zawsze najbardziej cierpiący przez głupotę ich rządów maluczcy, którzy często nie mają co do garnka włożyć ze względu na szerzące się bezrobocie. Patrząc na taki obraz ówczesnej rzeczywistości, nie dziwię się, że wielu chciało powrotu komuny.

Oprócz pokazania bezprawia działań politycznych, artykuły ukazują nam cichą bitwę Kościół kontra reszta świata, czyli gdy biskup rządził każdym oddechem wyborcy. Za pewne nie jeden księżulo tęskni za tymi czasami. Do tego mamy przykład na to, jak działały ówczesne organy prawa, dla których bardziej liczyły się pieniądze i kontakty niż popełnione przestępstwo.

To wszystko Bogdan Białek podaje nam za pomocą prostego, obrazowego języka. Niektóre sytuacje okrasza delikatnie kpiną, w innych widzimy jego irytację, w każdej zaś czujemy bezradność i niedowierzanie, przemieszane z parowaniem mózgu i pytaniem: Jak to możliwe? Czy można wykazywać się tak wielką obojętnością i szujostwem?

Oprócz obserwacji ówczesnej Polski oczami autora, możemy zaznajomić się z opiniami wyklętych polityków, górujących ówcześnie biznesmenów, obywateli niszczonych dzięki rosnącemu przez beznadziejne decyzje bezrobociu oraz tych, którzy jeszcze toczą z góry przegraną walkę. 

„Prowincje” to książka, która w pierwszej kolejności powinna znaleźć się w spisie lektur obowiązkowych, bądź zamiast ciągłego katowania wojnami punickimi, jako dodatek do lekcji historii czy wosu. Dość, że łatwiej byłoby  zrozumieć, jaki wpływ wywiera na nas bliska przeszłość, to jeszcze zmniejszyłby się odsetek osób śpiących na lekcjach, gdyż temat jest ciekawy. Z racji tego, iż o szkole w której uczy się z głową, mogę jeszcze długo marzyć, książkę z artykułami Bogdana Białka polecam zainteresowanym codziennością naszych dziadków i rodziców, która była dużo mniej szara niż dzisiejsza – z tego co widać w „Prowincjach” na brak wrażeń nie mogli narzekać. To również pozycja dla chcących napisać surrealistyczne opowiadanie, powspominać stare dobre czasy oraz osób lubiących bawić się w socjologów – tutaj mają duży materiał badawczy.

„Prowincje” to po prostu ciekawa, warta uwagi książka.

Tytuł oryginału: Prowincje; Data wydania: 2013; Wydawnictwo: Charaktery; ISBN: 978-83-934376-6-5; Liczba stron: 134

Za książkę dziękuję panu Grzegorzowi Lindenbergowi oraz wydawnictwu Charaktery.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: 

polacy nie gęsi

Reklamy

11 thoughts on “(17) „Prowincje” Bogdan Białek

    • To temat, który zapewne nie jednemu socjologowi i filozofowi spędza sen z powiek. Trudno opowiedzieć na takie pytanie, głównie z tego powodu, że zwykły Kowalski (szczególnie młody, dopiero co wchodzący w świat mądrych dorosłych) nic nie wie o tym co działo się te dwadzieścia lat temu, czyli w sumie o okresie w którym się urodził. Jeżeli ma rodziców, którzy oprócz opowieści o imprezach, jakie wtedy zaliczali dzielą się wiadomościami o ogólnych nastrojach społecznych, działaniach politycznych oraz systemie prawnym, który z tego co zauważyłam stał w miejscu, to jeszcze pół biedy, gdyż coś tam liznęli i może sami się tematem zainteresują. Reszta niestety będzie wiedziała tylko, że był Wałęsa i Solidarność. Jednakże to kim był i czym ta Solidarność jest mało kto potrafi powiedzieć. Szkoła przecież tego nie nauczy, bo choć w podręcznikach do historii może jest z jeden rozdział poświęcony tym czasom, to w praktyce przed ostatnim dzwonkiem, w końcowej klasie dociera się do I maksymalnie II Wojny Światowej… smutne. Tym bardziej, że za pewne szybko się to nie zmieni.

  1. Czytałam o tej książce jakiś czas temu na innym blogu, teraz wpadam na nią u Ciebie, to chyba jakiś znak;) Skoro piszesz, że lektura obowiązkowa, to będę jej wypatrywać, choć z gimnazjum nie mam nic wspólnego;) Miłego wieczoru!

    • Tak tylko uznałam, że gimnazjum to najlepszy czas żeby młodzież zarazić historią naszego kraju – w szkole średniej za bardzo się wszystko rozmywa żeby się skupić na takich tematach 🙂 Wypatruj czujnie w szczególności drugiej części, choć w niej już mowa o zupełnie innych tematach (głównie Holocaust). Polecam szczerze 🙂

  2. Pingback: (20) “Cienie i ślady” Bogdan Białek | Wyrażone Słowami

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s