(23) „Dom kryty gontem” Nina Stanisławska


dom kryty gontem zysk i s-ka8

Tytuł oryginału: Dom kryty gontem
Data wydania: 2013
Wydawnictwo: Znak i S-ka
ISBN: 978-83-7785-263-7
Liczba stron: 298

Ostatnio co raz częściej przekonuję się o tym, iż dobry pomysł na fabułę nie czyni z książki arcydzieła, gdy reszta leży, kwiczy i woła o pomstę do Nieba. Albo przynajmniej do autora. Pewien doktor nauk czytania lekkiej literatury ocenia, iż w ciągu ostatnich paru lat, na rynku dostrzegamy co raz więcej ciamciaramci. Jest to gatunek z pogranicza nudy na pudy, wspaniała podpałka oraz ciepłe kluchy do poduchy. Czy „Dom kryty gontem” Niny Stanisławskiej wpisuje się w wyżej postawione kryteria?

No ba! Gdyby tak nie było, to po co zamęczałabym was tym wstępem?

Nina Stanisławska – pod tym nazwiskiem ukrywa się autorka, o której nic nie wiemy. Jedyny fakt z jej życia, jaki udało mi się ustalić: „Dom kryty gontem” jest jej debiutem, w przepięknej okładce, która sercem i rozumem mym zawładnęła, niczym zdradliwy kochanek naiwną szesnastolatką. Czemu okazał się tak okrutną drogą przez nudę?

Gazeta. Krótki nekrolog, który wywołuje masę przykrych wspomnień. Umarł profesor Janusz Brzozowski, przykładny lekarz i kat rodziny. Olga, córka jego pierworodna, wiele lat wstecz uśmierciła ojca w swojej pamięci. Teraz odkrywa, że żal za krzywdy i upokorzenia obudził się na nowo. Robert, podkochujący się niegdyś w młodszej siostrze Olgi wraca wspomnieniami do swojego ideału kobiety. Lena, tajemnicza część niezwykłej układanki, jaką tworzy życie. Każde z nich musi się nauczyć, iż przeszłości nie da się wrzucić do worka zapomnienia. To boli i swędzi przez cały czas. Czy uda im się w pełni rozliczyć z demonami młodości? Czy zaakceptują samych siebie i nauczą się wybaczać?

Jak widzicie przesłanie piękne jest. Bohaterzy z trudną przeszłością są. Pomysł na książkę również wydaje się ciekawy. Niestety jest też drugie dno.

Nasi główni wielcy tej powieści są bardzo sztywni, przewidujący i mało realni. Ich emocje są ograniczone, często nieadekwatne do danej sytuacji. Choć to dorośli ludzie, wiele razy zachowują się jak zbuntowana młodzież. Najbardziej pozytywną postacią książki jest mały kudłacz Alfik – tak samo jak jedna z głównych bohaterek uwielbiałam kosmitę, na cześć którego  pies otrzymał  imię.

Akcja toczy się monotonie niczym w jednym z seriali. Kawa, podróż, obiad, kawa, praca, obiad, czasami wypad do rodziców. Wątek miłosny początkowo budził ciekawość, niestety i tutaj pojawił się niedosyt, w końcu zawód, po zbyt szybko przeprowadzonym połączeniu pary i wydumanymi westchnieniami ponoć „doświadczonych graczy”. Postacią poboczną całkowicie nietrafioną i niepotrzebną powieści jest Monika – kobieta, która przychodzi po obraz, bojąc się że nie przypadnie do gustu jej mężowi. Ona oraz gadka o biednych młodych żonkach będących jedynie „ozdobą ramienia bogatego macho”. To już nie ma prawdziwych problemów na świecie? Swoją drogą fani „M jak miłość” bądź podobnych tworów mogliby być zadowoleni, gdyby doszło do ekranizacji „Domu krytego gontem”. Punkt kulminacyjny, jakim jest wybuch Leny oraz pojawienie się Olgi w domu rodzinnym, wydaje się wymuszony (szczególnie napad pierwszej z kobiet). Zakończenie nie szokuje, jedynie przynosi ulgę, iż to już koniec.

Autorka starała się zbudować ponury klimat, obraz cierpiących kobiet, szarość ich przeszłości osnutej bólem na jaki nie zasłużyły. Przez to właśnie tak bardzo kuleje cała powieść. Miało być przejmująco, zaskakująco i z morałem. Wyszło nudno, szablonowo, mało atrakcyjnie dla czytelnika. Choć to powieść obyczajowa, od której nie wymaga się sensacji, zaskakujących wątków, ciągłego napięcia i przyspieszonego pulsu z każdym zdaniem, to jednak troszeczkę szybsze tempo i atrakcyjniejsi bohaterzy na pewno nie zaszkodziliby książce. Poza tym brakowało mi tu choć troszkę humoru sytuacyjnego – przecież główne bohaterki nie muszą być wiecznie cierpiętnicami w worach pokutnych. Sądzę, że Olga mogłaby unieść niektóre problemy z żartem w zanadrzu – ma do tego, jak najlepsze predyspozycje.

Na pochwałę zasługują opisy przyrody. Okolice pożądanego przez wszystkich domu, jego wnętrze – aż w człowieku rodzi się tęsknota za własnym przybytkiem i dziecinnymi poszukiwaniami tajemnic. Czasami pojawiało się za dużo szczegółów, ale nie raziło mnie to tak jak przedstawiona wyżej reszta skarg i zażaleń.

Jeżeli jesteś kobietą (panowie raczej w takiej lekturze się nie odnajdą) masz problemy z bezsennością – czytaj. Jeżeli lubisz mało wymagająca lekturę z ciekawym morałem, również się nie krępuj. Książka zdecydowanie dla tych, którzy nie lubią się w pełni skupiać na trudnych zagadnieniach, cieszy ich klasyczny zabijacz czasu oraz lektura, którą szybko się czyta, aczkolwiek nie pozostaje na długo w pamięci. Słowem: nie dla mnie.

Moja ocena: 3-/7

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

polacy nie gęsi

qy75v8

Reklamy

2 thoughts on “(23) „Dom kryty gontem” Nina Stanisławska

    • Szczerze mówiąc trochę się bałam, że zostanę zjedzona za taka opinię – na LC widziałam wiele pochlebnych… myślałam, że mam już do końca odmienny gust, ale Twój wpis bardzo mnie pocieszył 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s