Szczęśliwego Nowego roku! Albo i nie…


Dziennik

01.01.2014

Za dwadzieścia minut umrę. Niczym emoksiązniczka zatracam się w syfie swojego pesymistycznego myślenia. Pracy nitutu, szkoła marnie przędzie. Jedyne co rośnie i stale pęcznieje to rachunki. Rachunki i problemy. Czy to kac moralny, czy kolejny zły news czai się za drzwiami? Na szczęście (cóż, za radosne słowo) okno jest na tyle wysoko, aby spokojnie skończyć. Jak Magik. Dziwny koniec dla kogoś, kto ma lęk wysokości.

Mama dzwoni. Łzy stają mi w oczach. Pyta się czy spokojnie dojechałam. Hmm… dwa bełty w PKSie do butelki po wodzie mineralnej i katar jak się patrzy. Mimo wszystko wstałam dzisiaj z łóżka.

Zostaje 10 minut. Mama wciąż gada. On wraca z pracy za godzinę. Czy watro? Przecież ktoś tam może płakać. Na kolejne, już dzisiaj trzecie szczęście jestem tajnie działającą egoistką więc co mi tam… ja już nie będę tego widzieć. Lecę… Szczęśliwego Nowego Roku!

Tym optymistycznym akcentem witam was moi drodzy, umiłowani w literaturze parafianie. Fakt, z opóźnieniem ponad tygodniowym (mea culpa oraz braku Internetu przez cały okres świąteczny do 6 stycznia), ale za to z wiatrem, który nie wieje po oczach, lecz popycha dalej wciąż. Choć trudno zaprzeczyć, aby myśli wyżej zawarte, w pewnym stopniu nie pokrywały się z moimi odczuciami… Jednakże praca (o kant ławy ją potłuc to mało) jest, szkoła uśmiecha się wieszcząc widmo sesji,  a rachunki jak u każdego – rosną, jak drożdżowe ciasto, choć czasem i wśród nich trafia się przyjazny zakalec. Na szczęście są książki, pożeraczki cennych godzin snu, które łagodzą nerwy, leczą choroby i wyrównują poziom gburaczkowania we krwi – w dodatku bez recepty!

W siwym, starym 2013 roku (jakże się cieszę, że już odchodzi w niepamięć) przeczytałam ile mogłam, tyleż samo (może ciut mniej) zaprezentowałam wam na jednym i drugim blogu, szukałam i błądziłam w poszukiwaniu zarobku, mózgu i jeszcze umysłu, zakończyłam swoją przygodę z blogspotem, rozpoczęłam z wordpressem, nawiązałam ciekawe znajomości, podjęłam się współpracy z interesującymi ludźmi…słowem, a nawet dwoma: działo się. Dlatego teraz musi być lepiej, wydajniej i na ile sił starczy. Postanowień noworocznych nie mam ze względu na wrodzoną, nieuleczalna sklerozę. Jednakże są plany. Czytelnicze, czyli te najbardziej interesujące, powoli i opornie, ale jednak wchodzą w życie. Zapisane w kalendarzu, na kartkach starych i nowych, nawet na papierze toaletowym – siła wyższa. Co więc pojawi się w tym roku w moim ukochanym miejscu biczowania, tortur i wszelkiego wyżycia ?

Po pierwsze cykl – wyzwanie „Jestem biografem”:

jestembiografem

Jeżeli tak jak ja macie swoją własną listę “naj, naj forever najlepszy, wspaniały i już” przyłączcie się. Wyzwanie ma na celu przybliżenie sylwetek tych pisarzy, przez których serducho rośnie, mózg paruje a noce na wieki pozostają nieprzespane. Jeśli wyrażasz chęć popisania tego i owego o pisarzu, który pochłania Twoją uwagę, nie krępuj się ściągaj banner, wrzucaj do siebie i podsyłaj mi linki. Stwórzmy kreatywne wyzwanie, które ożywi wymarłe dinozaury sztuki pisania, pozwoli ujrzeć światło dzienne debiutującym pisklętom i da nam do woli wyżyć się na wybranej postaci. Kto zainteresowany, niech klika, aby zobaczyć co w trawie piszczy.

Po drugie – jeszcze dwa cykle (Dialog, Reporterzy donoszą), których szczegóły  dopieszczam. Co z czym się je, zobaczycie już wkrótce.

Po trzecie, najbardziej w wodzie kąpane, znowu zabawię się w opowiadacza i opowiadaniami swemi będę męczyć biedne oczęta wasze. Nudno nie będzie, choć na pewno napatoczy się pełno błędów stylistycznych – niestety dusza moja kocha je nad życie. Kto odważny, niech komentuje, obiecuję, że jak mi się nie spodoba to głowa, a przynajmniej łeb – urwany.

Po czwarte – nie zabraknie recenzji, choć w pocie czoła ostatnio powstają, to jednak pragną ujrzeć światło dzienne. Oczywiście wiele z nich będzie dumnie brać udział w wyzwaniach (lista). Konkursy też powstaną – może nawet ktoś zacznie brać w nich udział 😛

A tak poza tym to stara bida, jeno książek wiele nowych. Kochani, życzę wam szczęśliwości w Nowym Roku, niegasnącego zapału, samozaparcia, jak stąd na koniec świata i chwil pełnych spokoju. I słodyczy – w szczególności czekolady. Niech nam wypalą wszelkie plany i marzenia (poza destrukcyjnymi).

P S: Poważnie zaczynam się zastanawiać nad prowadzeniem regularnego dziennika, co by mi motywejszyn do działania nie osłabł – co o tym myślicie?

Reklamy

6 thoughts on “Szczęśliwego Nowego roku! Albo i nie…

  1. Motywacja to wredna jędza – przychodzi i odchodzi, kiedy tylko jej się podoba. Moja akurat gdzieś wybyła i nie wiem, kiedy wróci.
    Dobry pomysł z prowadzeniem dziennika 🙂

    • Oj tak – często daje popalić 🙂 W takim razie ruszam do boju:) Wcześniej nie skupiałam się tak nad tym co robię przez cały dzień – gdy pojawiła się idea dziennika, zaczęłam zauważać małewielkie radości 🙂 Czas poszukiwań motywacji uważam za rozpoczęty:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s