Jestem biografem: David Herbert Lawrence (1)


Opóźniony o cały miesiąc! Kajam się uniżenie za swoje lenistwo (aczkolwiek poniekąd usprawiedliwione) i przystępuję do akcji – tym bardziej, że w lutym wraz z Jenah (blog Wena Jenah) obchodzimy Miesiąc Wzajemnego Dopingowania – póki co mamy tydzień bez słodyczy, o czym szerzej możecie przeczytać w jej wpisie „To i owo” nr 5 🙂  

jestembiografemJak to zwykle w bajkach bywa, królewicz na białym koniu wyłonił się nagle spośród mroku, aby oczarować piękną księżniczkę… Nie do końca jest to zdanie zgodne z prawdą. Po pierwsze opisywany dzisiaj autor na pewno nie żył po królewsku, choć kaprysami mógłby dorównać nie jednej rozpieszczonej pannie. Po drugie, nie na białym rumaku, a książce, z niebieską okładką, w której skrzętnie ukrył się w małym fragmencie. Po trzecie nie piękną księżniczkę, ale mnie – typowego wieśniaka ze świętokrzyskich stron. Jedyne co się zgadza, to oczarowanie, albowiem Lawrence jest moim Julianem Caraxem – pomijając wszystkie drastyczne wątki. Zamiast miłości od pierwszego spojrzenia, fascynacja od pierwszych słów:

„Kiedy jestem na mieście i pulsujące płomyki życia,

ludzie, przemykają obok zapominam o mej stracie,

o małej luce w wielkiej konstelacji,

o miejscu w którym była gwiazda”

D. H. Lawrence „Zanurzenie”

Od tej pory (jak łatwo zauważyć, poniekąd za sprawą Jodi Picoult), choć skleroza często wpływała na przebieg badań, zapał się nie wypalił (choć często słabł). Tym sposobem, w końcu dorwałam się do biografii D. H. Lawrence’a. Dopiero w późniejszym czasie odważyłam się sięgnąć po jego dzieła – najtrudniejsze dotąd okazały się „Zakochane kobiety”. Jak na egzystencjalistę przystało wchodził w głąb człowieka, dotykając najbardziej czułych strun, skarbów i zgliszczy ukrytych pod powłoką, utkaną na rzecz codzienności. Nawet z chłopa, uznawanego za narzędzie pracy, bez większych, bardziej subtelnych uczuć, czynił osobę skomplikowaną, pełną żaru. Bałam się i wciąż troszkę się boję o nim pisać. Nadal strasznie działa  na moją wyobraźnię, jednakże, co stwierdzam z delikatna nutką żalu, życie tego wybitnego pisarza, wydaje mi się dużo bardziej interesujące niż jego twórczość. Gdyby chociaż w połowie dorównywały mu celebryckie buźki z kolejnego tytułu z serii „Tańczę, jem, kocham, po nocy za sławą szlocham”, możliwe, że złapałabym na nie bakcyla…

DH_Lawrence_1906

D. H. Lawrence w 1906 roku (21 lat) (1)

Dawid Herbert Lawrence urodził się 11 września 1885 roku w górniczym miasteczku Eastwood, w rodzinie wielodzietnej. Jak na geniusza literatury przystało, marne miał początki. Bieda, kłótnie rodziców i walka o kawałek miejsca dla siebie, zahartowały go do boju z przeciwnościami. Matka pochodząca z  domu wyższego stanu niż reprezentowany przez Arthura Lawrence’a (górnik), pragnęła dla Berta, jak go pieszczotliwie nazywała, wykształcenia, ojciec krzepy, siostry go rozpieszczały, stronił od męskiego towarzystwa, był watły i chorowity… w gruncie rzeczy brak ciała super ciacha wyszedł mu na dobre, choć do końca życia zmagał się z kompleksami. Dzisiejsi psychiatrzy zbiliby na jego przypadku fortunę.

Baby, ach te baby!

Od małego wychowywany wśród kobiet, niepewny w opozycji do rosłych mężczyzn, kręgi najbliższych przyjaciół zawężał do ciekawych pań, o czym świadczy liczna korespondencja. Drogę do literackiego świata zaczęła przed nim otwierać Jessie Chambers. Ich zażyłość była na tak wysokiej stopie, że stała się jedną z pierwszych przyjaciółek pisarza. Jednakże jego przewrotna natura, która pozwalała na szybkie zjednywanie sobie ludzi, owijanie ich sobie wokół palca oraz znudzenie, które odczuwał, gdy relacje stawały się zbyt zażyłe i częste, zaprzepaściły szansę na związek. Jak podają biografowie oraz wspomnienia znajomych Berta, Jessie była zbyt potulną gąską, aby mógł z nią wytrzymać. Wieść gminna głosi, że wielkim uczuciem obdarzył piękną Louie Burrows. Tuż przed śmiercią matki Larence’a, nawet się jej oświadczył. Niestety szok związany z odejściem ukochanej mamy oraz pogłębiające wątły stan zdrowia ataki gruźlicy, skutecznie wywietrzyły mu z głowy pomysł ożenku.

W roku 1912 na reszcie spotyka swoją prawdziwą miłość, przeciwnika godnego jego intelektu i temperamentu. Rok wcześniej zostaje opublikowana jego pierwsza powieść „The White Peacock”. Pochodząca z Niemiec Frieda von Richthofen, w czasie gdy poznała Lawrence’a, była żoną Ernesta Weekley, nudnego, brytyjskiego profesora. Matka trójki dzieci, posiadaczka zastępu kochanków, nie grzeszyła urodą, lecz przyciągała wrodzonym magnetyzmem, nieprzeciętnym humorem i ciętym językiem. Jej nieposkromiona natura sprawiła, iż sześć lat młodszy Bert, naciska aby odeszła od spokojnego, acz zapewniającego dostatek profesorka i uciekła razem z nim zagranicę. 

Frieda-lawrence-1901

Frieda Lawrence (2)

Wędrowiec

Tak rozpoczęła się historia związku, który trwał, aż do śmierci pisarza w 1930 roku. Po wybuchu I Wojny Światowej próbowano zwerbować Lawrence’a do wojska, jednakże słaby stan zdrowia, pozwolił mu skutecznie wymigać się od bitewnej zawieruchy. Główne problemy, jakie go gnębiły w tym okresie, to niepochlebna krytyka nowych dzieł (zbyt odważnych, jak na owe czasy) oraz śledztwo policji, wszczęte ze względu na pochodzenie Friedy. Pisarz zirytowany do granic możliwości wyrusza na podbój Europy, aby otrząsnąć się po tych nieprzyjemnościach. Wpis jest tworzony w wielkim skrócie, dlatego pominę pełen opis wspaniałych miejsc, w których przebywał i tworzył Bert. Wystarcz wspomnieć, że nie oparł się Italii, Grecji, Francji czy Szwajcarii. Wszędzie mieszkał przez przynajmniej pół roku. Wraz z Friedą lubili wieczne przemeblowania, odnajdywanie się w nowej kulturze, urządzanie skromnego, wymagającego kawałka do życia i pisania. Kiedy Lawrence cierpiał na pisarską niemoc twórczą malował obrazy, gotował, uprawiał warzywa, jeździł na nartach, chodził na dalekie wędrówki, a nawet szył suknie dla swojej żony. Istny człowiek renesansu! Niestety nowe mieszkania nudziły mu się równie szybko, jak ludzie. Europa straciła swój urok, po niej przyszedł czas na Australię oraz Amerykę Północną. Początkowo uderzył go pęd życia, luz jaki panował wśród napotkanych przez niego ludzi oraz uznanie, jakie żywili w stosunku do jego twórczości. Jednakże i tutaj szybko wkradła się cenzura. Dzieła Lawrence’a szkalowano, tropem pisarza podążał tajny wywiad uznając, że jest szpiegiem (dalsze podejrzenia w stosunku do Friedy oraz licznych podróży), a zdrowie z każdym dniem się pogarszało. Pisarz nie uznawał diagnoz, które ewidentnie potwierdzały, że jeżeli nie zwolni trybu życia, czeka go rychła śmierć. Tym sposobem trafia do Ameryki Południowej. Zakłada małe ranczo w Taos, w którym  odnajduje swój raj utracony. Tworzy, spotyka się z wybranymi przez siebie ludźmi i kłóci z żoną. Fakty mówią, iż często dochodziło między nimi do rękoczynów. Powodem do kłótni mógł być niedomyty garczek, kura wałęsająca się pod nogami pisarza czy niedoprasowane spodnie. Wybuchowy charakter Lawrence’a oraz nieustępliwość Friedy sprawiały, że nie raz obydwoje chodzili posiniaczeni, naczynia latały po całym domu, a huk bitewnych starć małżeństwa niósł się na wiele kilometrów. O dziwo drobnostki, przez które pisarz wybuchał denerwowały go dużo bardziej niż romanse Friedy, których specjalnie nie ukrywała.

96d/28/huch/4539/38

D. H. Lawrence uznawał, że broda przydaje mu stateczności i męskości, której braki (ze względu na słaby stan zdrowia) tak bardzo odczuwał. (3)

Bohaterowie powieści

Niektórzy z początkujących grafomanów, w technice stosowanej przez Lawrence’a mogą dopatrzeć się wspaniałej metody do tworzenia bohaterów własnych tworów. Niestety, ostrzegam, życie Berta pokazuje, że jest to zabieg niebezpieczny. Wszystko przez to, że jako doskonały obserwator, nie szczędzący przy tym krytyki, graniczącej z wrednością, w swoich powieściach wykorzystywał postaci z życia wzięte. Czy to Jessie Chambers, matka, syn znajomej, żona, a nawet on sam – wszyscy lądowali na stronach „Zakochanych kobiet”, „Synów i kochanków”, „Więzów ciała”, „Kochanka lady Chatterley” oraz innych znamienitych tytułów. Z tego względu przeciwko pisarzowi zostało wystosowane morze skarg, zażaleń i pozwów. Opisywani ludzie nie mogli się pogodzić z tak dosadnymi opisami, często mało pochlebnymi, tym bardziej, że Lawrence nie tylko wykorzystywał charaktery swoich znajomych, ale także haniebne, skrywane w skrytości serca sekrety. Biada temu, na kogo zwrócił uwagę. Nie umniejsza to jednak faktu, że fascynował takich mistrzów pióra, jak Sylwia Plath czy też jej mąż Ted Hughes – małżeństwo, na cześć żony Lawrence’a, dało nawet swojej córce na imię Frieda.

David Herbert Lawrence umiera we Francji, tuż po wypisaniu z sanatorium. Jego prochy zostają przewiezione do ukochanego rancza w Taos, przez nowego męża Friedy, Angelo Ravagli. 

Zdjęcia:

(1)-http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a0/DH_Lawrence_1906.jpg

(2)-http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/c/c8/Frieda-lawrence-1901.jpg

(3)-http://www.biography.com/imported/images/Biography/Images/Profiles/L/DH-Lawrence-17175776-1-402.jpg

Bibliografia:

„D. H. Lawrence – mężczyzna żonaty” Brenda Maddox, 2006 rok, Twój Styl, Warszawa, 83-7163-563-X

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s