Dziennik (fikcyjny) (3)


14.02.2014

Pobudka

Wstałam dzisiaj o 7, z klasycznym: Ja pierdzielę, spóźnię się! Cholera! Krycha, ty pindo! Na piątym biegu zaczynam grzebać w szafie, ładuję kompa, bo po co drukować notatki i lota na przystanek. W międzyczasie zastanawiam się, co też takiego robiłam o 3 w nocy, że nie miałam kiedy zerknąć do tych bazgrołów. Skleroza, matka moja rodzona, nie pozwala znaleźć odpowiedzi. Autobus, jak to wredna menda w sobotni poranek, zwyczajowo, postanowił się spóźnić. Gołąbki radośnie pałaszują, moje miesięczne zbiory czerstwego chleba, a ja marznę i przeklinam samą siebie. Fakt, nie pomyślałam, że czasem przekleństwa mają moc sprawczą. Zdyszana, wpadam na uczelnię. Przy auli nikogo nie ma. No to po Filipku, myślę niekoniecznie radośnie. Odpalam Mistrza. Rzecz niesłychana, jednak dzisiejszy dzień, nie jest całkowicie spisany na straty. Egzamin dopiero po dziesiątej. Z werwą przykładnego studenta, przystępuję do nauki. W dwie godziny, opanowuję trzy miesiące zajęć do perfekcji. Nie możliwe, staje się możliwe. Mózg paruje, domagając się snu, po dwóch tygodniach niewolniczej orki. Sorka stary, ale musisz jeszcze chwilę poczekać. 10 minut do egzaminu, nie ma co marnować czasu, ucinam sobie krótką drzemkę…

Pan M

Pan M ma prawie sto lat. Do Warszawy przeprowadził się, gdy był młodym, prężnie działającym mężczyzną. Dorobił się żony, dzieci, kilku mieszkań i przyjaznej emerytury. W gratisie dostał przydział na długie życie, co nie wychodzi mu koniecznie na dobre. 

W telewizji dużo słyszy się o cudach natury w postaci wiekowych staruszków, biegających po parkach niczym młode sarenki, kończących uniwersytety, wstających bez budzika o piątej rano (Jak?!) . Słowem budzących kompleksy u niejednego dwudziestolatka. Fakty czy mity? Przypadek, wielkie szczęście? Gdy patrzę na pana M,wydaje mi się, że takie ewenementy są niczym pobożne (albo i nie) mrzonki. Wybryki natury (pozytywne, rzecz jasna), które przypadkowo wpadły do wiedźmy, która znała przepis na kreatywną długowieczność. Pan M, jak wspominałam wyżej, ma za sobą prawie jeden wiek tułaczki po świecie. Mieszka sam z opiekunką. Rodzina odwiedza go czysto prowizorycznie. Racząc się kawą tudzież herbatą, rozmawiają o swoich problemach, radościach, sukcesach. Pytanie co słuchać u pana M, zostaje dyskretnie pominięte. Bo co może się dziać u człowieka, który od lat nie opuścił czterech ścian? Ba! Po co pytać skoro nie odpowie, w końcu tylko delikatnie, z trudem kiwa głową. Czasem spojrzy, jakoś tak rozumnie, jakby doskonale wiedział co się dookoła dzieje. Tylko po co reagować na rzeczywistość, skoro  oferuje jedynie samotność. Do pana M, jeżeli już ktoś się zwraca, używa zwrotów, jakimi raczymy niemowlaka – czyżby miałby to być sposób na tchnienie młodości, w stare kości?

Pan M ćwiczy. Rekreacja to podstawa. Parę razy dziennie sam próbuje podciągnąć się na wózku. Przysuwany do łóżka, przy pomocy opiekunki, podnosi się powoli. Pot rosi jego czoło. Chwyta się oparcia. W jego oczach mimowolnie pojawiają się łzy. Próbuje je otrzeć jedną ręką. Niestety jest to wyzwanie ponad siły. Opada powoli, pokonany przez własne ciało.

Resztę dnia pan M spędza przed telewizorem. Nogi oparte na podnóżku, ręce na chodziku. Co jakiś czas pogryza wafle ryżowe. O czym myśli? Czy wspomina młodość? Marzy o wolności? Chwili, gdy chociaż na moment mógłby spojrzeć na zielony park, odetchnąć świeżym powietrzem, popatrzeć na ulicę tętniącą życiem? Późna starość, to niewola, wiezienie z wyrokiem dożywocia, skazanie na ciężkie roboty. Czy pan M czeka na wybawienie?

Możliwe. Mam nadzieję, że jego marzenia jeszcze mogą się spełnić, łzy nie będą miały prawa płynąć przy każdej zmianie bielizny, podniesienie ręki nie będzie wydarzeniem dnia. Starość, brak uwagi ze strony bliskich zapatrzonych we własną, pędzącą przyszłość, zasypianie przy boku obcej osoby. Starość, zapomnienie, śmierć za życia. Oby nigdy was nie spotkała.

Reklamy

2 thoughts on “Dziennik (fikcyjny) (3)

    • Rzeczywiście na tym polu poległ sromotnie. Starość to istny dramat (choć ostatnio spotkałam pana po 90 – pierwszy raz od 10 lat usłyszałam, jak ktoś mówi do mnie wniusiu:) – w niesamowicie dobrej formie. Bez żadnej laseczki, wyprostowany, uśmiechnięty, szkoda, że to wyjątek. Niestety większość skazana jest na wybór leki, rachunki czy pożywienie? Krew zalewa i serce się ściska, przy okazji scyzoryk w kieszeni otwiera, co by polityków naszych wyprostować. Najgorsze jest to, że skazani są na tułaczkę pomiędzy dziećmi, którzy uznają ich za ciążący balast – a przecież chwila uwagi by ich nie zabiła. Inną sprawą związaną ze starszymi ludźmi, jest okres w jakim żyli – większość w z nich walczyła o naszą wolność – teraz nie są otoczeni nawet podstawową opieką, za to Ci, którzy bez honoru potrafili zdradzić, żyją sobie spokojnie i radośnie.
      Wystarczy chociaż godzinka przy wspólnie pitej herbacie, chwila w parku, krótki spacer czy wysłuchanie wspomnień, nawet zwykły uśmiech może znaczyć więcej niż wygrana w totka – bo przecież milion młodości nie zwróci, rówieśników do życia też nie przywróci. Cóż nas to kosztuje? Wystarczy kropelka uwagi i życzliwości – efekt bezcenny. Wystarczy się rozejrzeć, aby się o tym przekonać. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s