(38) „Kota lubi szanuje” Michalina Kłosińska-Moeda


Kota-lubi-szanuje

W życiu każdego czytelnika przychodzi czas na lekką lekturę. Czasu pochłania niewiele, nie nadwyręża mózgu i pozwala zatęsknić za treścią poruszającą szare komórki. Potrafi też rozbawić i rozleniwić. „Kota lubi szanuje” Michaliny Kłosińskiej-Moedy to własnie taki miły twór, który naładowuje akumulatory i pozwala na moment rozluźnienia i zajęcia czymś uwagi, jak ulotka czytana w długiej kolejce.

Anka-Hanka, a może właściwie Hanka-Anka? Przyjeżdża z Krakowa do Warszawy, aby zamieszkać w odziedziczonym mieszkaniu. Żeby nie miała za dużo radochy z nieoczekiwanego spadku, za sąsiada dostaje w przydziale faceta, prowadzącego agencję towarzyską o wdzięcznej nazwie „Syrenka”. Nie ma to, jak rozkosz tuż pod nosem. Wraz z dwoma kotami znosi niecne próby wypędzenia jej z „nowego” przybytku, w międzyczasie starając się znaleźć pracę. Młoda, zdolna, z dwoma fakultetami, znajomością języków i niesłabnącym zapałem szuka, stuka, puka i nic. Rynek zamyka się na cztery spusty i nie chce jej przyjąć na swe zacne łono. Przychodzi  jednak dzień wielkiej szczęśliwości! Hanka dostaje zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną z agencji reklamowej. Jak życie, życiem nadmiar endorfin opada, kiedy okazuje się, że dziewczyna ma objąć szlachetne stanowisko sprzątaczki. Dzięki niej, o dziwo zaczyna się rozwijać, w około wszystko kwitnie, nawet miłość… Czy Hanka zrealizuje swoje marzenia? Jak wiele talentów skrywa ta młoda kobieta? Jak poradzi sobie z etykietką słoika? Co łączy ją z miejscowym osiłkiem, przystojnym Krzyśkiem i niejakim Piotrem Abramczykiem? Jaką niespodziankę szykuje dla niej niecny wróg? Czy pokona wszystkie zakręty losu i wyjdzie na prostą?

Przyznam szczerze, że Hanka swoim postrzeganiem świata, nie odbiega za bardzo od innych bohaterek literatury kobiecej. Jak na swój wiek naiwna, poszukująca tego jedynego-super-ciacha-na-całe-życie, rozkosznie roztrzepana i pożądana przez setki tysięcy mężczyzn, nie wiedzieć czego, bo ponoć przeciętniak z niej. Jednakże ma w sobie potencjał, który sprawia, iż da się ją zaakceptować,a nawet polubić. To jedna z niewielu bohaterek w tego typu powieściach, która sama radzi sobie w życiu (pomijając odziedziczone mieszkanie, którego jej zazdroszczę – nawet jeśli obok jest „Syrenka”), znajduje prace, ma pomysł na siebie, nie daje byle jędzy wejść sobie na głowę, słowem przypomina wiele kobiet, z jakimi możemy się na co dzień zetknąć. Dobrze mieć taką znajomą.

Autorka prowadzi nas powoli przez cała powieść, nie przyspieszając zanadto akcji. Maksymalnie skupiając się na głównej bohaterce, co jakiś czas delikatnie odbiega od jej smutków, dając nam poznać losy Oliwki – strasznej mendy, Piotra prawie Adamczyka, czy Krzysztofa, który nie jednej już zawrócił w głowie. Postaci są ładnie, wyraziście nakreślone, nie brak im polotu, momentami nawet trącą o wielowymiarowość, cześć z nich możemy spotkać na ulicy – na przykład Rycha, który za kołnierz nie wylewa, ale się konsekwentnie ogarnia.

Dialogi momentami irytują, pojawiają się również szablonowe odbitki, czasem całkiem humorystyczne teksty, taki misz-masz. Ani nie jest dobrze, ani źle. Grunt neutralny, choć w następnej powieści liczę na poprawę warsztatu.

Jak na mój gust autorka nie wysiliła się za bardzo nad punktem kulminacyjnym. Jest mdły i przechodzi bez echa, przez co byłam bardzo zaskoczona, że to już koniec i nie ma nic co by mogło wstrząsnąć czytelniczką. Chociaż mały dreszczyk, iskra. Niestety, książkę łyka się szybko, czyta płynnie, niczym czytankę wyuczoną na pamięć w podstawówce. Czasem można się pośmiać, ale to wszystko. Wątek miłosny też mnie nie satysfakcjonuje – można go było ciut podkręcić, w końcu to nie czasy Jane Austin.

Na skrzydełku książki znajduje się informacja od autorki, mówiąca, iż w swoich powieściach karykaturuje dość ostro polską rzeczywistość. Czy widać to w „Kota lubi szanuje” ? Nie do końca. Jest pewna nić nawiązania do naszej wielkiej celebrytozy, delikatna krytyka podejścia warszawiaków do ludzi, którzy przyjeżdżają zamieszkać w stolicy – czy to rodaków czy przybyszów z zagranicy, jednakże jest to tło. Chwilowy przerywnik, który autorka bardzo ładnie wplotła w akcję tak lekkiej powieści.

Książka ta nie jest dziełem literatury współczesnej, ale przecież nie o to chodzi. Ma nam dawać rozrywkę i daje. Mogę polecić ją paniom, potrzebującym lektury, którą łyka się na momencie. Poszukującym czegoś lekkiego i przewiewnego, jak wiosenny poranek. „Kota lubi szanuje” jest doskonała do podróży PKSem, wylegiwania się na plaży, niedzielnego, leniwego popołudnia, czy po prostu chwili zapomnienia.

Tytuł oryginału: Kota lubi szanuje; Wydawnictwo: Replika; Data wydania: 2014; ISBN: 978-83-7674-042-3; Liczba stron: 212

Za książkę dziękuję wydawnictwu:

replika

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

stylowi_pl_ksiazka_908508-001

polacy nie gęsi

Reklamy

8 thoughts on “(38) „Kota lubi szanuje” Michalina Kłosińska-Moeda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s