Dialog (1) Napisane życiem – rozmowa z Beatą Gołembiewską


Kochani, przysdobrydialogzedł czas, aby zrealizować jeden z długo planowanych przeze mnie projektów. „Dialog. Cykl wywiadów kontrolowanych” to rozmowy, które wzbudzą waszą ciekawość, skłonią do refleksji i pobudzą do zapoznania się z twórczością prezentowanych autorów. Nie przedłużając, zapraszam was do przeczytania pierwszego wpisu, którego tworzenie było czystą przyjemnością,  – mam nadzię że i wam się ona udzieli 🙂

Beata Golembiowska w ogrodzie w Meksyku

Pani Beata Gołembiewska w ogrodzie w Meksyku

Naszym pierwszym gościem jest pani Beata Gołembiowska, autorka „Żółtej sukienki” oraz „W jednej walizce. Polska arystokracja na emigracji w Kanadzie”. Urodzona w 1957 roku w Poznaniu, jest niczym człowiek orkiestra. Ukończyła studia biologiczne oraz fotograficzne. Działaczka podziemia, domowy ogrodnik, reżyserka, malarka, pisarka, wielbicielka jazdy konno, osoba bardzo ciepła, posiadająca bogaty bagaż doświadczeń, zebranych za równo na terenie Polski, jak i Kanady, do której wyemigrowała w 1989 roku. W „Żółtej sukience” pokazuje nam prawdę znaną od wieków, jednakże często zapominaną – najlepsze historie pisze samo życie…

1. Patrząc na Pani wybory trzeba przyznać, iż każdy z nich to zupełnie inna bajka. Biologia, fotografia, w końcu pisarstwo. Jak Pani je łączy? Co kierowało Panią przy wyborze tych całkowicie odmiennych od siebie dziedzin? Czy pierwsze z dwóch powyższych specjalizacji pomagają Pani w kreowaniu literackich światów?

Od najmłodszych lat uwielbiałam zwierzęta. Zajmowałam się psami sąsiadów, dokarmiałam bezpańskie koty, z zapałem obserwowałam ptaki, uczyłam się nazw roślin. Wydawało się, że wybór studiów biologicznych był naturalnym następstwem moich zamiłowań. Niestety okazało się, że nie byłam dobrym materiałem na naukowca. Za bardzo przejmowałam się losem badanych ptaków, podchodziłam do ornitologii bardziej jak miłośnik przyrody. Fotografia była również pasją wyniesioną z dzieciństwa. Mój pierwszy aparat – Druh, dostałam od ojca w wieku 12 lat. Na studiach zapaliłam się do fotografii przyrody, a w Kanadzie, wreszcie na lepszym sprzęcie, skupiłam się na makrofotografii przyrodniczej. Decyzja rozpoczęcia studiów fotograficznych była podjęta „na wariata”, gdyż w pierwszych latach emigracyjnych byliśmy bardzo biedni, a studia i materiały były kosztowne. Po otrzymaniu dyplomu próbowałam swoich sił w modzie, fotografii ślubnej, portretowej i przez kilka lat udało mi się w tych dziedzinach  funkcjonować. Niestety nie byłam zbyt dobra jako „kobieta biznesu” i to spowodowało, że zmieniłam zawód na malarkę dekoracyjną w programie TV. Dało mi to na kilka lat poczucie bezpieczeństwa finansowego.

W pisaniu niewątpliwie moje rozliczne zawody – nie tylko te dwa wymienione w pytaniu – bardzo się przydają. Anna z Żółtej sukienki jest sprzątaczką – mam za sobą i to doświadczenie – interesuje się też fotografią.  Jola z Malowanek na szkle jest biologiem. W mojej ostatniej powieści – Lista Olafa, – na razie na etapie wysyłania do wydawnictw – zawarłam najwięcej moich zamiłowań przyrodniczych oraz moich doświadczeń malarki z programu Debbie Travis.

2. Powołała Pani do życia, już dwie książki. Pierwszą z nich jest „Żółta sukienka”, pełna emocji, z wyczuciem poruszająca wiele problemów, powoli podbijająca serca czytelników. Skąd pomysł na taki tytuł?

Niegdyś dostałam od babci piękną, żółtą sukienkę, która nie była świadkiem tragedii. A jednak w swojej powieści ubrałam w nią małą Anię właśnie „w tym” dniu.  Chciałam, aby moja bohaterka wyglądała szczególnie słonecznie, chociaż gwałt na dziecku nie musi być dodatkowo wyreżyserowany. Może pragnęłam podkreślić, że tragedia może wydarzyć się nie tylko w ciemnych zaułkach slumsów. Może spotkać pięknie ubrane dziecko w zdawałoby się niemożliwej sytuacji – w niedzielę, po mszy, w pogodny dzień.

Mieszkanie w Pałacu Puławskim - pierwsze piętro

Mieszkanie w Pałacu Puławskim – pierwsze piętro

3. W książce porusza Pani kwestie bardzo delikatne, a przy tym wstrząsające. Z tego, co udało mi się dowiedzieć zawiera ona wątki biograficzne. Dla mnie jest to najbardziej zauważalne w albumie „Puławy” zamieszczonym na Pani stronie internetowej. Dworek ze starymi drzewami, który stanowił raj dla małej Anny, emigracja, praca, jako sprzątaczka, tęsknota za Ojczyzną… Czy coś jeszcze łączy Panią z główną bohaterką „Żółtej sukienki”?

Z małą Anią i Anną łączy mnie bardzo wiele. Park Puławski był moim Tajemniczym ogrodem, który swoim pięknem koił wszystkie przejścia. Mała Julka, a potem dorosła Julia to moja mądra i dojrzała córka Iwa. Ksiądz Marian to ksiądz Tadeusz Fedorowicz, wuj Tadeusz,  spowiednik papieża, dobrowolny zesłaniec na Sybir, organizator cudownych wędrówek z młodzieżą. Miałam szczęście brać w nich udział. Nikodem – Jacek Dziaczkowski, zmarły tragicznie fotografik – to mój wirtualny przyjaciel. Gustaw – marzyciel wspominający stare czasy, tragikomiczna, sympatyczna postać – to mój ojciec. Bernadeta, uciekająca w religię, oderwana od rzeczywistości – to moja matka.  Pisanie opowiadań na obczyźnie – to też jest „wzięte” z mojego życiorysu.  Mała Ania pewnego dnia przestała być szczęśliwym dzieckiem.  Niestety tak stało się i ze mną.

 4. Zapewne zapoznaje się Pani z opiniami na temat swojej twórczości. Jak Pani myśli, czy czytelnicy odkryli, co chciała Pani przekazać poprzez „Żółtą sukienkę”? Czy książka spełnia swoją rolę, zadanie, które jej Pani powierzyła?

Byłam zaskoczona, jak pozytywnie czytelnicy odebrali moją książkę. Przekonana, że trafi ona wyłącznie do kobiet, byłam niejednokrotnie zaskakiwana opiniami mężczyzn. Niedawno pożyczyłam Żółtą sukienkę przyjacielowi, będąc niemalże pewna, że odda mi ją z kilkoma uprzejmymi uwagami.

– Muszę kupić tę książkę. Nie potrafię się z nią rozstać – powiedział mi przy następnym spotkaniu. Oczywiście dostał ją ode mnie w prezencie.   Każda z recenzji zawiera nowe spostrzeżenia. Ich lektura, jak również komentarze wypowiadane przez czytelników utwierdzają mnie w przekonaniu, że Żółta sukienka stała się książką z przesłaniem i tym samym spełnia zamierzone przeze mnie zadanie. 

5. Dobra książka, to nie tylko talent pisarza oraz jego ciężka praca włożona w powstanie powieści, ale również krytycy, którzy nie boją sie wytknąć błędów, dać prztyczka w nos, nawet za cenę chwilowego zerwania kontaktu. Czy ma Pani takie dobre dusze, które są zawsze gotowe na szczerą ocenę, nawet w środku nocy po dwunastu godzinach w pracy?

Na szczęście mam niezwykle krytyczną przyjaciółkę Bogusię, która potrafi bardzo brutalnie spojrzeć na fragmenty „mojej pisaniny”. Kilka innych osób już nie jest tak wymagających, ale nie mają zahamowań w wyrażeniu negatywnych opinii. Przyznaję, że początkowo czułam się nimi zraniona. Po napisaniu drugiej powieści zaczęłam bardziej cenić słowa krytyki niż ogólnikowe zachwyty. Te pierwsze dopingują mnie do dopracowania akcji i postaci, te drugie – są niewątpliwie potrzebne do utrzymania wiary w siebie.

Park Puławski

Park Puławski

6. W książce „W jednej walizce. Polska arystokracja na emigracji w Kanadzie” skupia się Pani na historiach znamienitych Polskich rodów. Skąd zainteresowanie ich losami? Czy trudno było zebrać potrzebne materiały?

Wyrastałam w atmosferze polskiego „przeminęło z wiatrem”. Dziadkowie ze strony ojca byli ziemianami, mieszkali w Straszkowie, malowniczym dworku wśród pól Wielkopolski. Po wojnie zostali wygnani z majątku, a bratu mojej babci, Witoldowi Maringe’owi, znanemu przedwojennemu ziemianinowi wytoczono proces, w którym skazano go najpierw na karę śmierci, zamienioną później na dożywocie. Wyszedł z więzienia po 10 latach. Lata dzieciństwa i młodości spędziłam w Puławach, otoczona zabytkami rodu Czartoryskich.

W 2006 roku moja pracodawczyni – aktorka Liliana Komorowska zorganizowała wystawę polskiej sztuki i polscy ziemianie i arystokraci z Rawdon, miasteczka pod Montrealem, użyczyli na nią swoje drobne pamiątki. Podczas wystawy był projektowany film „Raj utracony, raj odzyskany” mojej reżyserii. To podczas pracy nad nim zapoznałam się z rodzinami szlacheckimi w Rawdon, miasteczka, które okazało się największym skupiskiem polskiego ziemiaństwa i arystokracji na emigracji w obu Amerykach.  Jeden z arystokratów, Marcin hr. Tarnowski przypomniał sobie moją babcię i mamę. Obie spędziły całą okupację w zamku w Dzikowie, jako jedne z licznych wysiedleńców z Poznania, przygarniętych przez Różę hr.Tarnowską. Dzięki wstawiennictwu Marcina Tarnowskiego dotarłam do osiemnastu arystokratów, przeprowadziłam z nimi wywiady, sfotografowałam ich pamiątki oraz ich samych. Pragnęłam, aby książka była jak najpełniejszym przekazem tego, co już nigdy nie wróci i dlatego dodałam rozdziały na temat rodów i majątków. Dodatkową atrakcją książki jest załączony do niej wyżej wspomniany film – „Raj utracony, raj odzyskany”.  Cztery lata zabrała mi praca nad książką. Każdego z bohaterów odwiedzałam po kilka razy. Część z nich mieszkała w Rawdon, inni w Montrealu, Ottawie, Vancouver.

7. Czytając opisy przyrody zawarte w „Żółtej sukience”, to jak Pani docenia każde drzewo, wioskę, uroki Krakowa można odnieść wrażenie, że jest Pani zakochana w Ojczyźnie. Co najprzyjemniej kojarzy się Pani z Polską? Czy podoba się Pani jej dzisiejszy obraz?

Polska – jej historia, kultura, krajobrazy, przyroda – jest nierozerwalną częścią mojej osoby. Nie powinnam używać słów „kocham Polskę”, gdyż gdyby tak było naprawdę, to powinnam zostać w ojczyźnie.  A jednak czuję miłość do niej, silnie przeżywając wszystkie jej upadki i wzloty. Zaczynam rozważać, czy na emeryturze nie wrócić do Polski, aby stać się nie tylko patriotką – marzycielką. Polska dzisiejsza zachwyca mnie wszystkimi pozytywnymi zmianami, które może nie są już dostrzegane przez mieszkających w niej rodaków. Doskonale pamiętam szary, brudny, biedny kraj, jaki opuściłam ponad dwadzieścia lat temu. Za każdą wizytą w Polsce cieszę z odnowionych zabytków, nowych domów, pięknie ubranych ludzi, ślicznej, mądrej młodzieży. Oczywiście, jak w każdym kraju w Polsce dzieje się wiele zła. Patrzę na to przez pryzmat porównania z innymi państwami, między innymi z Kanadą, która nie przeżyła wojen i okupacji. Dostrzegam Polaków jako bardzo ambitnych, zdolnych ludzi, może trochę za bardzo nastawionych materialistycznie, ale trudno się z kolei temu dziwić, gdyż zawsze drzemała w nas chęć dorównania Zachodowi. Podziwiając współczesną Polskę nie myślę o wszystkich jej bolączkach. One są wszędzie, nawet w krajach o wyższym stopniu rozwoju. A co tak najbardziej mi się w niej podoba? Krajobraz, tak niezmiernie zróżnicowany. Góry, jeziora, bagna, morze. Każdy rejon Polski ma swoją historię, każde miasto ma swoją starówkę z zabytkowymi kościołami i kamienicami.

„Polska historia jest taka fascynująca, a Kanady taka nudna. Nic tyko wciąż o bobrach – tak moja niegdyś mała córeczka porównała oba kraje. Przyznaję jej rację.

8. W dobrej książce odnajdujemy myśl, która najbardziej do nas trafia, trzyma się przez długi czas po zakończeniu lektury i powraca w najmniej oczekiwanym momencie. Niektórzy porównują ten stan do kaca, inni do zakochania. Czy Pani również zdarzyło się przeczytać tytuł, który nie daje o sobie zapomnieć?

Mam ich kilka. To książki tak naprawdę mnie wychowały. Tajemniczy ogród Burnetta nauczył mnie miłości do przyrody, Klucze królestwa Cronina – tolerancji, Nad Niemnem Orzeszkowej – napełniło tęsknotą za idealną miłością, Ziele na kraterze Wańkowicza – dało wzorzec do wychowania moich córek. Przynajmniej raz do roku wracam do Anny Kareniny Tołstoja i za każdym razem odkrywam coś nowego.

9. Jest Pani kobietą wielu kreatywnych pasji – jazda konno, pisarstwo, fotografia, ornitologia, opieka dwóch magicznych ogrodów… Czy coś jeszcze możemy dołączyć do tej listy? Jak udaje się Pani połączyć te wszystkie zajęcia?

Na szczęście pasje przychodziły i odchodziły, więc nie musiałam ich łączyć wszystkich razem. Obecnie pozostało pisanie i ogród – niestety już tylko ten kanadyjski.  Wróciłam z Meksyku, pozostawiając tropikalny raj na zawsze, gdyż dom w Meridzie wystawiliśmy na sprzedaż. Nadal z przyjemnością obserwuję ptaki, z jazdy konnej zrezygnowałam po wypadku, po aparat sięgam często, w ramach hobby lub czasami w ramach pracy zawodowej. Na „stare lata” uspokoiłam się znacznie i nie łapię aż tylu srok za ogon. Staram się jak najwięcej skupić na pisaniu, zdając sobie sprawę, ile mnie czeka pracy, aby dojść do wyżyn. Jest jedna pasja, która nie mija i na pewno nie minie. To moje dwie córki. Nasza wzajemna miłość i przyjaźń jest powodem mojej nieustannej radości i sprawia, że mimo wielu przeciwności życiowych, czuję się niezmiernie szczęśliwą osobą.

Dom z werandą - Rawdon

Dom z werandą – Rawdon

10. Z Pani biografii dowiedziałam się, że w czasach PRLu, przed wyjazdem do Kanady, należała Pani do podziemia walczącego z komuną. Jak wyglądało życie w tamtym okresie? Czy, patrząc z perspektywy czasu miło Pani, to wszystko wspomina, czy też woli zapomnieć o czarnych dniach naszej historii? Czy te doświadczenia Panią ubogaciły, wpłynęły na światopogląd?

Był to niewątpliwie bardzo specyficzny okres w moim życiu. Zaczął się na „saksach” w Szwecji, gdzie po raz pierwszy zetknęłam się z podziemną literaturą. Na studiach włączyłam się w działalność Ruchu Młodej Polski, a w czasie Solidarności w Niezależne Zrzeszenie Studentów. Na kilka lat przed wybuchem Stanu Wojennego zaczęłam pracę w Radomiu i od razu włączyłam się w działalność Solidarności Muzeum Okręgowego, gdzie pracowałam, jako biolog oraz w Solidarności Regionalnej. Był to okres niesamowitej euforii, obudzonych nadziei połączonych z poczuciem zagrożenia, co jeszcze bardziej łączyło ludzi. Poznawałam wiele nowych osób, i tych z ruchów podziemnych, i zwykłych robotników. Szczególnie ci ostatni ujęli mnie swoją odwagą, mądrością, zdeterminowaniem. Moje wyobrażenie o robotnikach zmieniło się diametralnie.

Doświadczenia tego okresu uważam za jedne z najważniejszych w moim życiu. Ukazały mi jak w ciężkich warunkach ludzie potrafią się solidaryzować, uwrażliwiły mnie na krzywdę ludzką, wzbudziły moje zainteresowania historią Polski i Europy. Byłam wtedy tak zaaferowana „walką o lepsze jutro”, że nie dostrzegałam ciemnych stron tego okresu. Stan Wojenny był dla mnie niezwykłym ciosem. I mimo, że zaangażowałam się w Ruch Podziemny, moja wiara w upadek komuny stopniowo malała. Zaczęłam z niezwykłą wyrazistością, a może nawet z przerysowaniem dostrzegać wszystkie minusy ojczyzny. Na szczęście wtedy przyszły na świat moje córki i skupiłam się na ich wychowaniu. A jednak stojąc w tasiemcowych kolejkach po dosłownie wszystko, zaczęłam  odczuwać jeszcze boleśniej wszystkie mankamenty komunistycznego reżimu.

11. Początki pisarskiej drogi autora, to zawsze fascynujący temat. Ścieżki nie raz są bardzo kręte i nieprzewidywalne. Jak było w Pani przypadku? Chęć napisania książki spadła na Panią, jak grom z jasnego nieba, czy też powoli dojrzewała w Pani myślach?

Raczej dojrzewała powoli. Ponieważ mój debiut był w dużej mierze autobiografią, miałam duże opory przed jego napisaniem. Najpierw powstało krótkie opowiadanie, które zatytułowałam Żółta sukienka.  Jego pierwszy czytelnik, mój przyjaciel, który ukończył reżyserię, zachęcił mnie do napisania scenariusza. Uległam namowom, scenariusz nie ujrzał światła dziennego, za to powstała książka. W tym samym czasie zbierałam materiały do W jednej walizce. W tym przypadku też zaczęło się to „filmowo” gdyż moja pracodawczyni, Liliana Komorowska, postanowiła wyprodukować film o polskiej arystokracji i ziemiaństwie mieszkających w Rawdon koło Montrealu.  Stałam się jego reżyserem, a potem zapragnęłam stworzyć szerszy obraz tego niezmiernie ciekawego kawałka historii, jakim są dzieje polskich arystokratów na emigracji w Kanadzie.

Weranda w Rawdon - ulubione miejsce do pisania - za oknem jesienny ogród z figurą św. Franciszka

Weranda w Rawdon – ulubione miejsce do pisania – za oknem jesienny ogród z figurą św. Franciszka

12.Pochłaniacze książek często mają swoje ulubione miejsca, w których lektura książki, smakuje najlepiej. Jedni wolą park w mieście, inni kocyk rozłożony na łące, jeszcze inni chowają się ze swoją zdobyczą w wygodnym fotelu… Czy podobnie jest z pisaniem? Czy ma Pani swoje ulubione miejsce do tworzenia powieści?

Najlepiej mi się pisze w moim domku w lesie, na miękkiej kanapie, z laptopem na kolanach. W zimowe dni co jakiś czas zerkam na ogień buzujący w kominku, albo na zaśnieżony las, a w letnie przenoszę się na werandę i wdycham zapach sosen i klonów. Ostatnią zimę spędziłam w naszym domu w Meksyku i mojemu pisaniu towarzyszyły kwitnące buganwilie, tęskne zawołania turkawek i loty motyli. Są to wymarzone miejsca na tworzenie i mam nadzieję, że jeszcze przez długie lata będę mogła z nich korzystać. Z wyjątkiem jednego – ogrodu w Casa de Ambar, naszego meksykańskiego domu, który sprzedajemy.

13. „Żółta sukienka” to pozycja zawierająca wątki biograficzne, „W jednej walizce. Polska arystokracja na emigracji w Kanadzie”, mówi o nazwiskach będących niegdyś potęgami w naszym kraju, w przygotowaniu jest Pani trzecia książka „ Malowanki na szkle”. Czego możemy spodziewać się tym razem?

Zupełnie innej lektury. Wprawdzie nie unikam w niej poruszania trudnych tematów, ale starałam się doprowadzić zawiłości losów ludzkich do bezpiecznej przystani. Urzeczona folklorem Podhala umieściłam moich bohaterów u podnóża Tatr i zawarłam w ich dialogach trochę cudownej gwary góralskiej (sprawdzonej przez znajomego górala). Malowanki na szkle – tak jak na prawdziwych obrazkach ludowych – mienią się barwami przedstawionych postaci, z których każda opowiada swoją historię. Są w nich zawarte: zdrady, rozczarowania, szalone zakochania, ukrywane tajemnice, niełatwe relacje rodzinne, miłość aż do grobu, przebaczenia, tęsknoty… Pojawiają się też obrazki na szkle, które góralka Hela chowa w skrzyni, ukrywając je przed mężem.  Starałam się w tej książce nie zawrzeć elementów biograficznych, lecz tak zupełnie mi się to nie udało. Główna bohaterka, Jola, jest biologiem.

Za rozmowę oraz zdjecia serdecznie dziękuję pani Beacie, a was zapraszam na stronę internetową autorki 🙂

Wywiad powstał również w ramach akcji:

1391863_199541960230453_1462757444_a

 

 

 

Reklamy

8 thoughts on “Dialog (1) Napisane życiem – rozmowa z Beatą Gołembiewską

  1. Witam! jak dla mnie wywiad pokazuje jak dobrą, czuła osobą jest autorka „Żóltej sukienki” 😀 zafascynowalo mnie jej podejsie do życia i cała jej historia i to w jaki sposób o niej opowiada :d dzięki temu wywiadowi z pewnością przeczytam tą i reszte książek jej autorstwa 😀 Moniko twoje pytania pomogły dowiedzieć się o życiu i twórczości Pani Gołembiewskiej jak najwięcej. Wywiad ujoł mnie ze serce. Jednym zdaniem bardzo mi się podobał 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s