(49) „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” Stanisław Karolewski


okladka03mala

Myślisz, że już rozumiesz, by po chwili stwierdzić. że to tylko złudzenie. Próbujesz zachować swoją pewność i spoglądasz na, mającą dodać otuchy, twardą ziemię, lecz okazuje się, że pod Twoimi stopami, nie ma nic, że tak naprawdę spadasz, przebijając chmury.*

Bogowie od dawna darli między sobą koty o miejsce w sercu śmiertelników. To o ich strach i pamięć walczyli wytrwale przez wieki, aby wszystko stracić, przez zwykły melanż. Gdy ambrozja zamroczyła wielkie umysły Zeusa, Demeter, Posejdona, Światowida, a nawet Jahwe, jedynie Śmierć pozostała niezmienna. Wciąż czuwa nad świecą każdej duszy. Niczym przykładny chemik obserwuje szybkość spalania, dokładnie przygląda się każdemu dogasającemu ogarkowi i niespiesznie przybywa po kolejną ze swoich zlęknionych zdobyczy.

A ludzie?

Porzuceni przez pijanych bogów (tudzież jednostki walczące z kacem-gigantem) myślą, chodzą, błądzą w świecie, chowają swoje problemy wśród ulic, ciemnych zaułków, wśród schodów i stałości starych kamienic.

„W piaskownicy światów. Eposie wrocławskim” obserwujemy ich ciche nadzieje, wielkie porażki i beznadzieję skrytą za zasłoną papierosowego dymu. Między innymi taki obraz kreuje przed nami Stanisław Karolewski. Autor orkiestra. Człowiek, który poprzez wykonywany zawód łączy większość ze swoich pasji, – jako antykwariusz w „Szarlatanie” spaja ze sobą zamiłowanie do fotografii, sztuki, muzyki i literatury. Na jego pisarskim koncie znajdują się takie tytuły, jak „Głodny Anioł – jak wyleczyłem się z raka”, „Bilet na Arkę”, „ Pokonałem raka. 9 Sposobów, dzięki którym wyzdrowiałem” oraz prezentowany dzisiaj „W piaskownicy światów. Epos wrocławski”.

Głównym bohaterem książki jest Michał, który tłumaczy Japończykom meandry polskiej kultury, w szczególności światowej sławy seriali oraz filmów. Mężczyzna obserwujący Wrocław z przymrużeniem oka, popadający w skrajności, zapatrzony w przeszłość, w emocje – swoje, ukochanej, przypadkowych znajomych, kobiety w autobusie. Michał chodzi w deszczu, wsiąka w mglistą przestrzeń miasta przeklętego, zaczepiając w nas sporą dawkę czarnego humoru, ironii odbijającej szare niebo, w każdej kałuży. Momentami jego spostrzeżenia są gorzkie, jak piwna pianka, podżegane szeptami szaleństwa prowadzą czytelnika w kolejną ślepą uliczkę. Michał przeżył wielką miłość. Może nawet dwa razy. Pierwsza tanecznym krokiem odeszła na swych zgrabnych nóżkach, druga przyniosła wytrawne wino i bilet do teatru. Była oddechem, pogodą i bliskością – a może to tylko pozory? Kolejny wymysł samotnej wyobraźni? Dokąd zmierza Michał? Co go spotka na końcu?

Gdy przeczytałam opis „W piaskownicy światów” oraz pierwszy prolog nie spodziewałam się dalszej części będącej boską kroniką. Po zgłębieniu czystej ironii, bijącej z jej zapisków już widziałam kontynuację, rozgrywającą się na Olimpie, w piekle, czy gdzie tam jeszcze ukrywają się wszyscy stwórcy świata. Dalsze strony postanowiły nakierunkować moją wyobraźnię na zupełnie inne tory. Uznałam, iż nie będę oczekiwać niczego – autor i tak mnie wyprzedzi, dając przytyczka w nos kolejną niespodziewaną zmianą, innym wątkiem, niby oderwanym od całości, a jednak w pewien sposób powiązanym spójnie i nierozerwalnie z resztą.

W tym istnym kalejdoskopie zdarzeń, podróżując po ulicach Wrocławia, poznając jego historię, legendy, mity, ukryte skarby i niecne sekrety, obserwujemy pijaczków, gwiazdy, stałych bywalców, przejezdnych, wchłaniamy w siebie miejsce tętniące zmęczeniem, smutkiem, kolejnymi zdradami i bezsilnością. Momentami dochodzimy do fragmentów, które mogą mocno wstrząsnąć czytelnikiem. Mowa o spostrzeżeniach, które łudząco przypominają historie z naszego życia. Może być boleśnie, krwawo, metalicznie, czasem nawet zabawnie.

Styl jakim operuje autor to wisienka na torcie, dla czytelnika, który pragnie zobaczyć lekkość zabawy słowem. Stanisław Karolewski nawet na chwilę nam nie popuszcza. Podczas zgłębiania tej pozycji musi nam towarzyszyć stała czujność, zmysł obserwacji wyostrzony do ostatnich granic, skupienie i pełna koncentracja. Niby da się, niby łatwo, a jednak nie. Wszystko przez to, że praktycznie każdy fragment wywołuje skojarzenia, skłania do zadumy, niewiadomo, kiedy człowiek odchodzi od lektury i zatracając się w wyobraźni, tworzy własną senną topografię, aby wrócić nagle na Ziemię przez wściekle wyjącą codzienność. Łatwo stać się Michałem, trudniej wyjść z jego roli, dlatego też tą krótką opowieść czyta się wyjątkowo długo. Nie ma tu miejsca na zbędne opisy kolejnych śniadań i trudności w doborze odzienia, wszystko ma swoje miejsce, wywołując przy tym wybuchową mieszankę emocji, gdyż autor, co chwila wprowadza nas na kolejną minę, dołek prowadzący do króliczej nory.

„W piaskownicy światów. Epos wrocławski” to książka, którą smakuje się, jak wyśmienite wino, ulubiony deser, to połączenie poetyckich metafor z fetorem starej speluny, to giętkość języka, frywolność młodości, zgorzkniałość starości, to pozycja, do której na pewno wrócę, gdyż nie da się jej dokładnie poznać za pierwszym podejściem. Polecam ją osobom, które mają zmysł poszukiwacza, odkrywcy, lubią zabawę słowem, mylne tropy, pułapki oraz mają w sobie odrobinę cierpliwości połączonej z niegasnącym dążeniem do zrozumienia.

Tytuł oryginału: W piaskownicy światów. Epos wrocławski; Wydawnictwo: Szarlatan; Data wydania: 2009; ISBN: 978-83-9293-52-0-9; Liczba stron: 200

Za ksiażkę dziękuję panu Stanisławowi Karolewskiemu oraz:

1391863_199541960230453_1462757444_a* „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” Stanisław Karolewski, str. 16

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

fotkarium_zdjecie_1[1]

Reklamy

8 thoughts on “(49) „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” Stanisław Karolewski

    • Zachęcam 🙂 Wrocław jest drugim głównym bohaterem, przez okres kiedy czytałam książkę, co chwilę wypytywałam znajomą z tego miasta, gdzie jest konkretnie dane ulica i jak wygląda 😀 Samego Szarlatana (antykwariat prowadzony przez autora książki) koniecznie musze odwiedzić 😀

    • Ja mam chrapkę na „Bilet na arkę” – ponoć dużo w niej ironii podszytej humorem 🙂 Książkę o walce z chorobą również musze nadrobić. Stykałam sie z wieloma przypadkami, w których metody niekonwencjonalne przyczyniły się do pogłębienia złego stanu zdrowia zarówno fizycznego, jak i psychicznego, więc jestem bardzo ciekawa odmiennego zdania w tym temace 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s